Czy Superman musi dorastać w kochającej rodzinie, żeby stać się bohaterem? Jason Aaron bierze jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci popkultury i odbiera jej sporą część tego, co przez lata definiowało Człowieka ze Stali. Efekt? Mroczniejszy, bardziej gniewny Superman, który wciąż chce pomagać ludziom, choć sam ma wystarczająco dużo powodów, żeby odwrócić się od świata.
Z Supermanem jest pewien problem. Znamy jego historię niemal na pamięć. Umierający Krypton, kapsuła ratunkowa, Kansas, rodzina Kentów, Metropolis i peleryna powiewająca nad miastem. Jak opowiedzieć tę historię jeszcze raz, żeby nie wyszło odgrzewanie dobrze znanego kotleta? Jason Aaron znalazł na to sposób. W „Absolute Superman. Prochy Kryptona” zostawia fundamenty mitu, ale mocno przestawia pozostałe elementy. I od pierwszych stron widać, że nie zamierza trzymać się utartych ścieżek.
Krypton nie był rajem
Zacznijmy od planety, której zagłada zwykle stanowi zaledwie wstęp do właściwej opowieści. Tutaj Krypton dostaje znacznie więcej miejsca. Poznajemy świat pełen nierówności, napięć społecznych i ludzi, którzy za późno orientują się, że system, w którym żyją, zmierza ku katastrofie. Młody Kal-El ma okazję poznać swoich rodziców. Pamięta ich, rozumie, co utracił i nie wyrusza na Ziemię jako niemowlę, którego przeszłość można zamknąć w kilku retrospekcjach. To zmienia naprawdę dużo. Jego ból jest konkretny, a gniew ma swoje źródło. Nie chodzi wyłącznie o zniszczony dom. Chodzi o cały świat, który pozostawił za sobą.
Aaron przeplata wydarzenia na Kryptonie z życiem Kal-Ela na Ziemi. Dzięki temu kolejne fragmenty układanki nabierają znaczenia, a czytelnik stopniowo poznaje zarówno przeszłość bohatera, jak i człowieka, którym zaczyna się stawać. Ten zabieg działa dobrze, choć momentami tempo opowieści sprawia, że chciałoby się zatrzymać przy niektórych wydarzeniach nieco dłużej. Najbardziej podoba mi się w tym pomyśle to, że Krypton nie jest tu wyłącznie utraconym rajem. Jego problemy w pewnym sensie przypominają te, z którymi mierzymy się na Ziemi. A skoro cywilizacja Supermana nie potrafiła poradzić sobie z własnymi błędami, trudno oczekiwać, że nasza okaże się od nich wolna.
Bohater, który ma prawo się wściekać
W klasycznej wersji Superman jest często moralnym punktem odniesienia dla całego uniwersum DC. Spokojny, opanowany, przekonany, że nawet w najgorszej sytuacji człowiek zasługuje na szansę. W świecie Absolute ta postać musi dopiero odnaleźć własną drogę.
Kal-El jest młodszy duchem, bardziej bezpośredni i znacznie mniej oswojony z ziemską rzeczywistością. Nie ma za sobą takiego samego dzieciństwa jak jego tradycyjny odpowiednik. Nie zdążył też przepracować straty, którą przyniosła mu zagłada Kryptona. Kiedy dochodzi do starć, jego siła potrafi być równie imponująca jak jego brak cierpliwości. I właśnie tutaj komiks łapie właściwy rytm. Aaron nie próbuje na siłę zrobić z Supermana ponurego brutala, który dla odmiany rozwiązuje każdy problem pięścią. Pod gniewem nadal kryje się człowiek, któremu zależy na innych. Różnica polega na tym, że ten Kal-El nie zawsze wie, jak najlepiej im pomóc. Czasem reaguje impulsywnie. Czasem musi sam zrozumieć konsekwencje własnych decyzji. To ciekawszy punkt wyjścia niż kolejna opowieść o herosie, który od początku wie, co należy zrobić.
Lois Lane i świat, który nie ułatwia życia
Na Ziemi Kal-El trafia do rzeczywistości, w której potężne interesy korporacyjne i przemoc stanowią codzienność. Jednym z głównych przeciwników staje się Lazarus, organizacja dysponująca ogromnymi wpływami i zasobami. Na drodze Supermana pojawiają się też brutalni Peacemakerzy. Konflikt ma więc wymiar osobisty, ale dotyka również znacznie większych problemów. Co zrobić, kiedy jednostka próbuje przeciwstawić się systemowi, który ma pieniądze, technologię i siłę pozwalającą tłumić opór? Superman może podnieść samochód jedną ręką. Nie oznacza to, że potrafi równie łatwo naprawić społeczeństwo.
Ciekawie wypada również Lois Lane. Jej miejsce w tej wersji uniwersum odbiega od tego, do czego przyzwyczaiły nas klasyczne historie o Supermanie. Aaron nie traktuje jej wyłącznie jako dziennikarki, która ma znaleźć się w pobliżu kolejnych wydarzeń. Jej pozycja i relacje z otoczeniem pomagają budować odmienny obraz świata, w którym działa Kal-El. Nie wszystkie pomysły dostają jednak tyle przestrzeni, ile by się przydało. Wątków jest sporo, a kolejne zagrożenia pojawiają się szybko. Czasem akcja wyprzedza rozwój relacji między bohaterami. Nie psuje to lektury, ale zostawia poczucie, że część scen mogłaby wybrzmieć mocniej, gdyby Aaron dał im kilka dodatkowych stron.
Rafa Sandoval robi swoje. I to jak
Warstwa graficzna należy do najmocniejszych stron albumu. Rafa Sandoval nadaje historii rozmach, którego oczekuję od komiksu o Supermanie, a jednocześnie potrafi zadbać o czytelność scen akcji. Bohaterowie są ekspresyjni, ruch ma odpowiednią dynamikę, a plansze potrafią przyciągnąć wzrok jeszcze zanim zaczniemy czytać dialogi. Wizja Kryptona robi wrażenie rozmachem, ale równie dobrze wypadają sceny rozgrywające się na Ziemi. Kontrast między monumentalną skalą wydarzeń a bardziej przyziemnymi problemami Kal-Ela pomaga utrzymać opowieść w ryzach. Nie wszystko musi być wielką katastrofą, żeby miało znaczenie. Kolory Ulisesa Arreoli dopełniają ten obraz, podkreślając atmosferę poszczególnych scen. Całość ma odpowiednią energię, a projekt Supermana wyraźnie odróżnia go od bardziej klasycznych wersji postaci. To bohater, który wygląda, jakby naprawdę niósł na barkach ciężar własnej historii. Warto też docenić samą koncepcję kostiumu i obecność Sola, sztucznej inteligencji towarzyszącej Kal-Elowi. Takie zmiany mogłyby łatwo stać się dekoracją, kolejnym sposobem na odświeżenie wyglądu bohatera. Tutaj pomagają jednak podkreślić, jak bardzo samotna jest ta wersja Supermana.
„Absolute Superman. Prochy Kryptona” to udane otwarcie serii, która ma odwagę zmienić dobrze znany mit bez pozbawiania go sensu. Jason Aaron buduje Supermana bardziej gniewnego i zagubionego, a jednocześnie pozostawia mu coś, bez czego ta postać przestaje być sobą: potrzebę pomagania innym. Rafa Sandoval dostarcza przy tym oprawę graficzną, która świetnie współgra z rozmachem historii.
Zdjęcia: Materiały prasowe




