Nawet jeśli nie mieszkacie w Warszawie, to prawdopodobnie widzieliście jej zdjęcia na Instagramie. Publikuje fotografie czworonogów wraz z urzekającymi historiami opowiadanymi przez ich opiekunów. Pod jej postami znajdziecie tysiące lajków, setki komentarzy i wyznania miłości (głównie pod adresem psów). Profil Piesek warszawski powstał ponad osiem lat temu i wciąż rośnie w siłę. Kasia Zanio opowiedziała mi o jego początkach i inicjatywach, które wspiera, a do tego zdradziła, dlaczego woli nie mieć zdjęcia, niż zrobić je telefonem. Spotkaliśmy się w Parku Kępa Potocka, na granicy Żoliborza i Bielan, gdzie często chodzi na „łowy” z aparatem.
ZDZISŁAW FURGAŁ : Czy Warszawa jest przyjazna pieskom?
KASIA ZANIO: Moim zdaniem bardzo. Niektórzy twierdzą, że Warszawa jest okropnym miejscem do życia z psem. No tak, w centrum, pod Pałacem Kultury trochę ciężko o relaks, ale to bardzo zielone miasto z mnóstwem parków, gdzie psy mogą swobodnie biegać i zaspokajać swoje potrzeby. W stolicy jest też wiele miejsc otwartych dla psów – kawiarni, restauracji czy ośrodków kultury. Dziś z psem można pójść nawet do kina na specjalny seans, choć tego za bardzo nie polecam. Lepiej wybrać się na spacer.
To jakie miejsca polecasz na spacery?
Uwielbiam Kępę Potocką i Park Młociński. Chodzę często nad Wisłę. Lubię też robić zdjęcia na Polu Mokotowskim – nieważne, o której godzinie tam się pojawię, zawsze znajdę jakiegoś pieska. No i Skaryszak – olbrzymi park, pełen zakamarków, leśny i dziki.
Ale chyba dość mocno zatłoczony, szczególnie w weekendy…
Nigdy nie robię zdjęć w weekendy. Nie lubię tłumów, a w tygodniu zawsze znajdą się jakieś psy do sfotografowania. Nie lubię też robić zdjęć w zimie.
Jak powstał Piesek warszawski?
Ten projekt zrodził się z tęsknoty za psem. Po śmierci Nory, która mieszkała w moim rodzinnym domu, przez wiele lat nie mogłam pozwolić sobie na kolejnego psa. To olbrzymi obowiązek, a ja miałam pracę i wyjazdy. W międzyczasie zaczęłam robić zdjęcia, czym zaraził mnie mój mąż, który jest fotografem. I pomyślałam sobie, że skoro nie mogę mieć swojego psa, to zacznę fotografować cudze i w ten sposób przynajmniej będę miała z nimi jakiś kontakt.
Miałaś konkretny pomysł na to konto?
Na początku chciałam tylko pomagać bezdomnym zwierzętom, więc fotografowałam psy w Schronisku na Paluchu. Zawsze miałam słabość do husky, malamutów i ras pierwotnych – wspomniana Nora była prawdziwym husky, a nasz obecny pies, Kala, to hybryda – miks husky, kundelka i obstawiam, że trochę border collie. Umówiłam się z wolontariuszami z grupy „Wilki” ze Schroniska na Paluchu na zdjęcia. To był trochę strzał w kolano, bo wiadomo, że to bardzo energiczne psy – uchwycić je na fotografii to był nie lada wyczyn. No i te pierwsze zdjęcia na Pieska warszawskiego wyszły strasznie koślawe, ale bardzo lubię do nich wracać. Tak to wszystko się zaczęło.
Czym się na początku inspirowałaś?
Chciałam, żeby to bardziej były takie portrety lifestyle’owe, a nie po prostu fotki psów. Podziwiam Elliotta Erwitta. Jego styl fotografowania jest mi bardzo bliski. Takie zdjęcia tworzę, minimalistyczne, na których psy są psami. Na pewno moją największą, internetową inspiracją był The Dogist, który rozpoczął boom na psią fotografię.
Pies jest u ciebie często wytrychem do opowieści, bo ludzie się otwierają, opowiadają swoje historie. Kto jest najbardziej chętny do zwierzeń?
Zdecydowanie starsze osoby! Uwielbiam do nich podchodzić – zwykle same chcą rozmawiać. Zazwyczaj proszę ludzi o to, by powiedzieli 2-3 zdania na temat swojego pieska.
Dziś na przykład spotkałam panią Jolę, mocno po siedemdziesiątce – od razu przeszłyśmy na „ty”, super się rozmawiało. Starsze osoby mają potrzebę wygadania się.
Czasem może to wynikać z samotności, ale są też bardziej kontaktowe. Do tego mają większe doświadczenie życiowe, dlatego też ładniej opowiadają o swoich pupilach. Czasami psy podchodzą do mnie same – takie momenty są najlepsze.
Miewasz sytuacje, że widzisz pięknego psa i czujesz potencjał do rozmowy, ale z jakiegoś powodu nic z tego nie wychodzi?
Rzadko. Chyba zdobyłam już taką umiejętność, że potrafię ocenić, do kogo mogę podejść. Widzisz, tam po drugiej stronie stawu stoi chłopak. On jest spokojny, jego pies również – jestem pewna, że mogłabym teraz do nich podejść, pogadać i zrobić zdjęcia. Natomiast na pewno nie podchodzę do psów i ich opiekunów, gdy na pierwszy rzut oka widać, że ktoś pracuje ze zwierzęciem albo moja obecność mogłaby wywołać dyskomfort u czworonoga. Nie chcę im przeszkadzać. Nie podchodzę też do osób, które rozmawiają przez telefon i widać, że są zajęte.
A co powiesz o ludziach, którzy idą z psem i mają na uszach słuchawki. Zawsze wydawało mi się to trochę niewłaściwe…
Zgadzam się, nie powinno tak być. Spacer z psem powinien być dla psa. Ja przynajmniej wychodzę z takiego założenia. Psy są od nas całkowicie zależne. To my decydujemy o tym, kiedy wyjdziemy z nimi na spacer czy kiedy dostaną jedzenie. My wybieramy czas do zabawy piłeczką czy szarpakiem. Spacer powinien być w 100 procentach dla psa i to na niego powinna być skierowana nasza uwaga. Ze zwierzęciem powinna zachodzić tzw. harmonizacja.
Mówiłaś o podchodzeniu do ludzi i proponowaniu zdjęć, a czy zdarza się, że dumni opiekunowie psów sami się do ciebie odzywają na Instagramie, bo bardzo chcieliby się znaleźć na Piesku warszawskim?
Tak. Na początku umawiałam się z takimi osobami, bo miałam na to czas.Mój profil nie był jeszcze tak rozpoznawalny. Teraz ma ponad 70 tysięcy followersów, więc jest ciężko. Umawiam się raczej z osobami z fundacji, ze schronisk, robię zdjęcia psom, które szukają domów.
Czy masz jakieś ramy czasowe na szukanie bohaterów, czy jesteś cały czas w gotowości z aparatem w plecaku?
Powinnam być, bo nigdy nie wiadomo, czy nie trafi się na jakąś ciekawą postać z nietuzinkowym psem. Kiedyś miałam taką sytuację: byliśmy na Bielanach, chodziliśmy między blokami i był tam taki starszy pan – „disco kolarz”. Świetnie ubrany: miał odblaskową koszulkę, getry, do tego miał pięknego psa. I nie miałam przy sobie aparatu, a to byłyby genialne zdjęcia, naprawdę. Stare bloki, architektoniczne łuki, świetna kompozycja. No, ale nie miałam aparatu, a powinnam była mieć.
A nie myślisz sobie w takiej sytuacji, że trudno, ale ten jeden raz zrobię zdjęcie telefonem?
Czasami tak, ale jednak aparat to aparat. Bardzo mnie drażni i denerwuje bylejakość na dzisiejszym Instagramie. Bardzo staram się trzymać poziom, czasami coś nie wyjdzie, ale prawie zawsze widać, czy coś jest robione telefonem. Mój mąż jest fotografem i on mnie nauczył, że jakość jest ważna.To, co publikujesz, świadczy o tobie.
Pieska warszawskiego prowadzisz już prawie dziewięć lat. Uważasz, że psi Internet się zmienił?
Sam Instagram bardzo się zmienił. Jest mnóstwo psich kont, które są prowadzone przez… psy. Jest też wielu psich influencerów. Każdy pragnie być sławny i zrobi wszystko, żeby to osiągnąć. Czasami widać, że psy wpychane są w sytuacje niekomfortowe, nie chcą występować w filmikach czy pozować do zdjęć, czuć, że to jest robione na siłę. Inaczej dziś podchodzimy do psów, uczłowieczamy je. Kilka lat temu pojawiło się nawet określenie „psiecko”. Wydaje mi się, że psy są lepiej traktowane, bardziej zwraca się uwagę na ich podmiotowość, w sprawach sądowych zapada więcej wyroków skazujących za znęcanie się nad zwierzętami. Ludzie kochają psy, dbają o nie, niektórzy nawet nie jeżdżą na wakacje, żeby nie zostawiać czworonoga w hoteliku czy u znajomych. A co do psiecka… Moim zdaniem powinno się traktować psa jak psa. Należy pamiętać o tym, że to inny gatunek i każda osoba, która zaprasza zwierzę do swojego życia, powinna zapoznać się z jego podstawowymi potrzebami. Można traktować psa jak członka rodziny, sama tak traktuję moją Kalę, ale w tej miłości nie można przesadzać. Ubieranie w ubrania, kiedy nie jest to potrzebne i nie wiąże się z niską temperaturą, zakładanie kapelusików, okularów, ozdobnych bucików i sukienek. Te wszystkie sesje zdjęciowe… Jestem temu totalnie przeciwna.
Czy Piesek warszawski angażuje się w tematy nagłaśniane przez media? Czy komentował to, co o śmierci zwierząt mówił prof. Bralczyk lub podsumowywał głosowanie nad ustawą łańcuchową?
Ja przede wszystkim angażuję się w promocję świadomej adopcji psów. Od samego początku istnienia mojego projektu jeżdżę do Schroniska na Paluchu i biorę udział w ich akcjach, takich jak np. „Adoptuj Warszawiaka”. Staram się też głośno mówić o tym, że w schroniskach nie mieszkają tylko psy agresywne i z problemami. Czasem trafiają tam też zwierzęta prosto z kanapy, które z dnia na dzień straciły swoje domy, bo zmarł ich opiekun. Właśnie, opiekun, nie właściciel. Używajmy tego terminu, bo pokazuje on podmiotowość psa, a nie przedmiotowość. W kontekście praw zwierząt słownictwo jest bardzo ważne. Dlatego też zadaję moim rozmówcom pytanie: „Kim dla ciebie jest twój pies?”, żeby tę podmiotowość podkreślić.
ZDJĘCIE KASI – PAWEŁ ZANIO
ZDJĘCIA PIESKÓW – PIESEK WARSZAWSKI










