“McQueen”: Smutek geniusza (recenzja)

Nazywany buntownikiem, outsiderem i geniuszem Lee Alexander McQueen w krótkim czasie podbił salony świata mody. Jego gwiazda rozbłysła w szaleńczym tempie i równie niespodziewanie zgasła, gdy osiem lat temu, w wieku zaledwie 40 lat, odebrał sobie życie. Zanim to się stało, zdążył stworzyć co najmniej kilkanaście kultowych kolekcji dla swojej autorskiej marki i dla domów mody Givenchy i Gucci.

Życie tego wizjonera i „modowego dramaturga”, dla którego równie ważne, co materiały i kroje, były oprawa, muzyka i efekty świetlne, w filmie Iana Bonhôte’a i Petera Ettedguiego oglądamy z perspektywy jego śmiałych wizji, precyzyjnie odmierzonych kolejnymi skandalizującymi pokazami. Taki zabieg pozwala widzowi prześledzić rozwój kariery McQueena i jego awans do statusu kontrowersyjnej wyroczni mody. Twórcy dokumentu nie szukają sensacji, ale i nie unikają trudnych kwestii. Głównym tematem filmu jest świat mody – kłopoty rodzinne i demony, przed którymi Lee usiłował uciec, choć istotne, pozostają na drugim planie.

W ostatnich latach duży ekran zdobywa coraz więcej tragicznych i fascynujących biografii ze świata show-biznesu. Jeszcze niedawno głośno było o „Amy” Asifa Kapadii czy „Sugar Manie” Malika Bendjelloula. Na ich tle film Bonhôte’a i Ettedguiego zachwyca melancholijną ścieżką dźwiękową Michaela Nymana (ulubionego kompozytora McQueena) i spójną warstwą wizualną obrazującą poszczególne etapy życia projektanta. On sam z pewnością byłby z niej dumny.

Tekst: Magdalena Maksimiuk

McQueen
reż. Ian Bonhôte, Peter Ettedgui
Wielka Brytania 2018,
89 min
Gutek Film

Dodaj komentarz

-->