5 naszych ulubionych płyt 2015 roku

5 ulubionych płyt

Podsumowujemy, rozliczamy i wspominamy. Zamiast mówić wam z wyżyn co jest dobre, a co nie, postanowiliśmy się z wami podzielić płytami, których w tym roku najczęściej słuchaliśmy. Z którymi się zaprzyjaźniliśmy, i które towarzyszyły nam w najróżniejszych momentach, i które okazały się towarzyszami bardzo cennymi.

Vince Staples „Summertime ‘06”

Z cała pewnością nie jest to najlepszy album tego roku. Ba, nie jest to nawet najlepszy rapowy longplay mijających 12 miesięcy, bo i Kendrick Lamar, i Roots Manuva i… Syny zaprezentowali ciekawsze koncepcje na to, jak położyć wersy na bicie, o czym w tych wersach nawijać i z czego ów bit można w ogóle złożyć. Vince Staples jest natomiast tylko czarnuchem – jak sam to określa w pierwszej linijce swojego debiutanckiego dwupłytowego krążka – płyty, do której w 2015 r. roku wracałem najczęściej. Płyty, z której kawałki puszczałem we wszystkich możliwych okolicznościach na wszystkim co miałem akurat pod ręką. Płyty, do której na wrocławskim Rap Szalecie – przemianowanym w tym roku na Osiedlowe Akcje – tańczyli nawet żule, a głową machać zmuszeni byli wszyscy moi znajomi, także ci najmniej hiphopowi, których komputery przejmowałem podczas późnonocnych sesji z jutjubem. Płyty, która przywróciła mi wiarę w bitmejkerskie zdolności uwielbianego przeze mnie za czasów pierwszych Commonów producenta z znanego jak No I.D., i w nadwyrężoną w ostatnich latach potęgę stajni Def Jam. Albumu, który dowiódł, że sedno „złotych” lat 90. w rapie nie tkwi ani w bujających samplach, ani w boom-bapowych bębnach, ale w podejściu i oryginalności odpowiedzialnego za całość MC. Typa, który samymi słowami potrafi schwycić za chabet tak mocno, że słuchacz nie wyrwie mu się, choćby miejsca, w które jest prowadzony, przestały mu się podobać i zaczęły budzić lęk. [Filip Kalinowski]

 

Pat Thomas „Pat Thomas & Kwashibu Area Band”

60-letni mistrz highlife z Ghany powrócił w stylu, którego mogliby pozazdrościć nawet twórcy „Gwiezdnych Wojen”. Wraz z towarzyszącą mu siedmioosobową orkiestrą Thomas udowodnił, że energetyczne afrobeatowe dźwięki  wciąż świetnie odnajdują się na współczesnej muzycznej mapie Afryki. Te osiem piosenek to kipiący przebojowością funkowy kocioł. Krótko, tanecznie i diabelnie przebojowo. Do tego stopnia, że album ten może posłużyć za tajną broń nawet podczas najbardziej wąsatej imprezy, na jaką traficie w najbliższym czasie. Na żywo materiał ten zyskuje bardzo wirtuozerskie oblicze, co Kwashibu Area Band udowodnili podczas trwającego dwie godziny jesiennego koncertu w Warszawie. [Michał Kropiński]

Petite Noir „La Vie Est Belle / Life Is Beautiful”

To był dziwny rok. Ukazało się bowiem mnóstwo płyt, które uznać można za dobre i bardzo dobre, ale nie pojawiło się nic, co – moim zdaniem – można by z czystym sumieniem określić jako „wybitne” (w zeszłym roku nie miałem z tym problemu: płyty The War On Drugs, Elbow czy We Draw A za takie właśnie uważam). W roku 2015 najmocniej mym sercem zawładnął stacjonujący w Cape Town Yannick Ilunga, znany jako Petite Noir, który na pełnoprawnym debiucie „La Vie Est Belle / Life Is Beautiful” jawi się jako skrzyżowanie Morrisseya i Twin Shadowa, z domieszką krwi Thoma Yorke’a. Neurotyzm podniesiony do potęgi trzeciej, tyle że zanurzony w szeroko rozumianej world music. Jest w tej muzyce coś niezwykle seksownego, subtelnie zmysłowego, ale jednocześnie klaustrofobicznego, zastanawiającego. Porywającego, ale i hamującego, jakby walka żywiołów, które próbują okiełznać nieposkromiony temperament artysty, czerpiącego inspiracje z wielu źródeł: punku, disco, soulu. Do geniuszu zabrakło może mniejszego rozproszenia, ale na to pewnie przyjdzie czas, na razie Yannick zdaje się mówić: stać mnie na wiele i nie boję się tego pokazać. Efektem jest pulsujący rytmem krążek, którego zawartości nie da się łatwo sprowadzić do wspólnego mianownika. Pop na własnych zasadach. [Maciek Tomaszewski]

 

East India Youth „Culture of Volume”

Elektronika do słuchania i przeżywania. Stojący za projektem East India Youth William Doyle powrócił z nowym materiałem w kwietniu tego roku, w niespełna dwa lata od debiutu – nie najłatwiejszego w odbiorze, ale też maskującego „trudnymi dźwiękami” wprawkowy charakter zawartego tam materiału. „Culture of Volume” tym bardziej więc zaskakuje artystyczną dojrzałością, kompozytorską wyobraźnią i twórczą wrażliwością. Jest tu i elegancja muzyki poważnej, i brud brzmienia The Prodigy końca lat 90. Jest miłość do analogowego sprzętu i eksplorowania jego możliwości (jak u Pink Floyd czy Radiohead), jest olśniewająca prostota chwytliwych, mechanicznych piosenek epoki New Romantic. Jest wreszcie zapierający wręcz dech w piersiach smutek, jest apokaliptyczny rozmach. Kto miał okazję widzieć występ Doyle’a podczas tegorocznego festiwalu Soundrive, ten wie jak potężnie i hipnotyzująco może zabrzmieć ta muzyka. Zainteresowanych East India Youth odsyłamy do wywiadu z Wiliamem, który wkrótce  naszej stronie. [Rafał Rejowski]

 

Sufjan Stevens „Carrie & Lowell”

„Carrie & Lowell” jest bowiem zapisem procesu żałoby po zmarłej w 2012 roku matce, cierpiącej na depresję alkoholiczce i schizofreniczce, która opuściła rodzinę, gdy Sufjan miał rok, a która podczas krótkiego małżeństwa z Lowellem próbowała odbudować więź z porzuconymi dziećmi. Sufjan – jak sam mówi – komponowania i pisania uczył się jak Ford składania samochodów, nagrywając piosenki o kolejnych dniach tygodnia, miesiącach, planetach, apostołach, a nawet imionach. Nauczył się grać na kilkudziesięciu instrumentach, nagrywał muzykę inspirowaną motywami biblijnymi, mitologicznymi i orientalnymi, komponował rzeczy tak różne, jak piosenki bożonarodzeniowe, balet czy poemat symfoniczny poświęcony autostradzie Brooklyn-Queens Expressway. Słowem – robił rzeczy bardzo dziwne, a teraz nagrał płytę bardzo prostą, ale tak przejmującą, że kwiecień i maj, czyli miesiące, podczas których w mijającym roku słuchałam jej najczęściej, wspominam gorzej niż najmroczniejszy listopad. Bo to są bardzo, bardzo smutne piosenki. Intymna, przejmująca i przepiękna to płyta. [Olga Wiechnik]

 

 

Dodaj komentarz

-->