#4 / O tym jak nie być sławnym

Są tacy, którzy dla sławy przebiorą psa za pająka. Są też tacy, którzy dla fejmu wytatuują sobie każdy milimetr swojego ciała, nie zapominając o twarzy. Zasłynąć można też tureckim swetrem w spocie wyborczym czy wyeksponowanym w trakcie EURO 2012 biustem. Tymczasem oni sławni być nie chcieli i robili wszystko, by zachować status quo. Właściwie stali się znani z tego, że znani być nie chcieli. Dzisiaj O tym jak nie być sławnym zespołem.

Ale od początku.

Pochodzący z Manchesteru muzycy zespołu Wu Lyf nie udzielali wywiadów. Nie publikowali też zdjęć. Gdy w początkowej fazie działalności kapeli fani wrzucali ich utwory do sieci, natychmiast były kasowane wskutek interwencji zespołu. Elektryzowali budowaną wokół siebie tajemnicą, choć oczywiście nie byli pierwsi w historii muzyki, którzy zastosowali ten patent. Coś na zasadzie:: we’re too cool for you to have heard of us. Nie do końca było też wiadomo, ilu członków liczył skład Wu Lyf.

W pewnym momencie jego muzycy postanowili wydać długogrający album. Oczywiście w trybie DIY, w założonej przez siebie wytwórni. I mimo absolutnego braku „parcia na szkło” zwrócili na siebie uwagę takich mediów jak NME, The York Observer – który określił ich fenomen jako starannie zaprojektowaną anonimowość czy włoskiego Rolling Stone – który napisał, że oto objawił się najbardziej kultowy na ten moment skład na Wyspach.

Tylko, że start, który w ciemno wzięłaby każda początkująca kapela okazała się dla nich początkiem końca, równią pochyłą, zsypem na śmieci w 10 piętrowym wieżowcu. Niedługo po debiucie zespół się rozpadł, a jego lider napisał, że niewinność została bezpowrotnie utracona, szeroko otwarte oczy widzą ciemność.

I tak zastanawiam się, czy nie lepiej dla Wu Lyf byłoby pozostać zespołem, który za wszelką cenę nie będzie sławny. Wyobraziłem sobie młody polski zespół, którego celem numer 1 jest antyfejm.

Przychodzi manager na salę prób i mówi:
– Słuchajcie, Open’er, kojarzycie?
– Coś słyszeliśmy, duży festiwal, trochę ludzi jeździ.
– Załatwiłem Wam, że… nie zagracie.
– Petarda, dzięki!
– A ten Wasz nowy błyskotliwy singiel…
– No co z nim?
– Nie wyślę go do stacji radiowych.
– Tego oczekiwaliśmy, tak trzymać!

Nie publikuj swojej muzyki, nie grywaj koncertów, nie mów swoim znajomym, przyjaciołom, rodzinie, że grasz. Nie zakładaj profilu swojego zespołu na portalach społecznościowych. Jeśli udało Ci się skomponować coś naprawdę dobrego, natychmiast to skasuj. Gdy jakimś cudem wzbudzisz zainteresowanie mediów, nie odpisuj na maile, nie odbieraj telefonów. Zaszyj się w sali prób, urządzonej w piwnicy i ani na chwilę z niej nie wychodź. Pamiętaj o słowach Jerzego Pilcha: ludzie wybaczą Ci wszystko, prócz sukcesu.

Paweł

Dodaj komentarz

-->