Wszystko słyszę

Wyobraźcie sobie, że każdy otaczający was dźwięk zamienia się w dotyk. Szturcha, a czasem kopie. Bywa, że głaszcze. O tym, jak to jest, kiedy dźwięki bolą, będzie można przekonać się na specjalnym mizofonicznym koncercie w Gdańsku.

Plasterek kiszonego ogórka z charakterystycznym plasknięciem spada na deskę, przekrajana kajzerka delikatnie chrupie, a okruszki sypią się na blat, wydając cichutki dźwięk. Jeszcze tylko klapnięcie masła, głuche uderzenie plastra szynki o kromkę chleba i można zanurzać zęby w kanapce. U większości osób, szczególnie tych głodnych, ta śniadaniowa symfonia budzi dziki apetyt. Ale nie u Natalii Cyrzan, która na samą myśl o wszystkich dźwiękach,które towarzyszą spożywaniu jedzenia, wzdryga się. – Miałam dziesięć lat, kiedy pierwszy raz zdałam sobie sprawę, że nie jestem w stanie znieść odgłosów wydawanych przez moją rodzinę podczas posiłków. Każde mlaśnięcie, przełknięcie czy stuknięcie zębów powodowało cierpienie. Z czasem moja nietolerancja poszerzyła się o stłumione odgłosy telewizora zza ściany, a nawet o szuranie kapci w przedpokoju. Doszły też bodźce wizualne – np. widok żujących ust był dla mnie zapowiedzią ataku skurczu żołądka. Nie mogłam na niczym się skupić, słyszałam tylko te dźwięki – opowiada. Ze swoją nadwrażliwością radziła sobie, unikając bliskich. Przestała jeść z rodzicami obiady, miała obsesję na punkcie zamykania wszystkich drzwi i kiedy tylko mogła, zakradała się, żeby przyciszyć telewizor. Długo myślała, że jej dźwiękowa obsesja to rodzaj dziwactwa. Tym bardziej że kiedy zwierzała się ze swoich problemów najbliższym, często słyszała, że przesadza albo żeby skupiła się na czymś innym.

Obie, lie, stenie

O mizofonii, bo tak fachowo nazywa się nadwrażliwość na dźwięki, dowiedziała się pół roku temu od swojej przyjaciółki, która wyznała, że musi prosić swojego chłopaka, żeby ten wychodził do innego pokoju, kiedy je jabłko. – To był moment oświecenia. Zaczęłam czytać wpisy na forach i grupach wsparcia dla osób mizofonicznych, informacji szukałam też w książkach. Okazało się, że w Polsce jest to praktycznie niezdiagnozowana przypadłość – tłumaczy. Rozpoznanie choroby przyniosło dwojakie konsekwencje. Dziwactwo, które od tej pory Natalia nazywała nadwrażliwością, pogłębiło się, ale fakt, że problem dotyczy większej grupy ludzi, przyniósł jej ulgę. Przyniósł też potrzebę rozmowy o tym problemie w szerszym kontekście, a ponieważ Natalia na co dzień zajmuje się kulturą, postanowiła zjawisko mizofonii połączyć z tą dziedziną. – Wydaje mi się, że nikt wcześniej nie rozpatrywał tej jednostki chorobowej w działaniu artystycznym. Od zawsze fascynowały mnie wszelakie nadwrażliwości, te wszystkie fobie, – lie, -stenie, to, że tak naprawdę każdy z nas coś dziwnego w sobie nosi – śmieje się Natalia. W miozofonii zafascynowała ją dwoistość tej przypadłości. Z jednej strony to straszna i wykluczająca choroba, która izoluje od bliskich, bo to oni zwykle denerwują najbardziej, z drugiej, przynajmniej według Natalii, to rodzaj supermocy, która pozwala odczuwać świat w niepowtarzalny sposób.

Ucho w szańcu

O tym, jak to jest znaleźć się w ciele i umyśle mizofonika, będzie można przekonać się 11 czerwca w Gdańsku podczas plenerowego spektaklu pt. „Odcinek mizofoniczny” organizowanego przez Instytut Kultury Miejskiej. Odbędzie się on w Szańcu Jezuickim, który kształtem przypomina nieco ludzkie ucho. Przestrzeń została podzielona na strefy. Każda będzie opowiadała o innym stadium mizofonii: bodźcu, np. mlaśnięciu, reakcji na niego, chociażby skurczu mięśni, i emocji, którą on wywołuje, jak złość, obrzydzenie czy panika. Wszystko zostanie oczywiście ukazane za pomocą środków artystycznych, więc fetyszyści mlaśnięć mogą być rozczarowani. Nad całością pieczę będzie miała Wielka Orkiestra Miozofoniczna, którą Natalia powołała do życia. – Wiadomość o wydarzeniu szybko się rozprzestrzenia, więc dostałam już kilka maili od mizofoników, którzy dziękują mi za zwrócenie uwagi naichproblem.Czuję,żewyniknieztegocośważnego. Mizofonia to zaburzenie neurologiczne, którego nie można wyleczyć. Można sobie radzić, słuchając białego szumu na słuchawkach, włączając wentylację czy okap w kuchni podczas posiłku. U nas w domu np. zawsze gra radio – śmieje się Natalia, która nie zauważyła, że radząc sobie z mizofonią za pomocą muzyki, już dawno swoją nadwrażliwość połączyła ze sztuką.

Dodaj komentarz

-->