“Wierzę, że ta muzyka oczyszcza”. Na kilka pytań odpowiedział nam Baasch

źródło: Baasch

Baasch to bez wątpienia jeden z najciekawszych twórców polskiej sceny elektronicznej. Ten warszawski producent, wokalista, kompozytor i autor tekstów hipnotyzuje wokalem i wprowadza w mrok swoimi przebojowymi kompozycjami. Znany jest też ze swoich charyzmatycznych występów, które można było zobaczyć na najważniejszych festiwalach muzycznych w kraju. W ostatnich latach wydał dwie autorskie płyty: „Corridors” (2015) i „Grizzly Bear With A Million Eyes” (2017). Skomponował także muzykę do głośnego filmu Tomasza Wasilewskiego “Płynące Wieżowce”. 

 

Czy od razu wiedziałeś, jak będzie brzmiał twój projekt? Czy miałeś jakieś założenia?

Baasch: Był moment w moim życiu, kiedy rozwiązałem swój pierwszy zespół, mniej więcej w tym samym czasie zakończyłem współpracę z jednym producentem, bo spalił nam się dysk z materiałem, nad którym pracowaliśmy od dawna. Wyjechałem wtedy za granicę. Odpuściłem muzykę na jakiś czas, wydawało mi się, że był to tylko pewien etap w moim życiu, że wyrosłem z tego. Zajęło mi chyba pół roku, żeby zrozumieć, że bez muzyki nie jest już tak fajnie, że to nie było coś, co robiłem z rozpędu, bo zajmowałem się tym jako nastolatek, albo bardzo młody człowiek.Uświadomiłem sobie, że po prostu tego potrzebuję, żeby normalnie funkcjonować, że muzyka coś mi daje. Wróciłem do tego tak naprawdę bez żadnych założeń. Zacząłem po prostu kupować syntezatory, sprzęt, robiłem to zupełnie dla siebie. I nagle znowu się to rozwinęło w działalność sceniczną i wydawniczą. To był wartościowy dla mnie rok, pozwolił mi zrozumieć, że muza po prostu musi byćobecna w moim życiu, że widoczniejest to jakiś rodzaj pasji, bez której wszystko wydawało się nie mieć sensu.

W twojej muzyce jest pewien ciemny i mroczny element.  Czy ma ona dla jakieś katarktyczne działanie?

Wydaje mi się, że jest w mojej muzyce jakaś neurotyczna energia. Chyba wynikato z tego, że jest ona dla mnie sposobem na wyrzyganie pewnych rzeczy, które narastają we mnie i po jakimś czasiemuszę dać im upust. Cieszę się z tego, bo jeśli ta muzyka komuś coś robi, to znaczy, że to ma sens, żeby wypuszczać ją w świat, a nie tylko kisić w szufladzie.Muzyka jest abstrakcyjna, wyłączasz w przy niej myślenie i robisz coś bardzo intuicyjnie, dzięki temu jesteś w stanie przeżyć przy dźwiękufajny reset.

Czy zastanawiasz się nad tym, jak ta neurotyczna cecha twojej muzyki może wpływać na odbiorcę?

Wierzę, że to, co przeżywam tworząc muzykę przekłada się na to, co czują ludzie, którzy jej słuchają. Jeśli mnie oczyszcza proces robienia tej muzy, to być może ludzie przeżywają podobne rzeczy słuchając jej –oczyszcza ich, powoduje u nich jakieś rozedrganie, a potem przeżywają katharsis, coś po chwili opada i jest im lepiej. Ta muzyka nie niesie złej energii. Staram się, żeby na koncertach ludzie przeżywali coś, co pozwala im się odciąć, wejść w trans, potem to wszystko odpuszcza i jest po prostu fajnie.

Zaskoczyła cię rosnąca popularność tego projektu przez ostatnie dwa lata?

Myślę, że mam swoją drogę ze swoim projektem, może nie jest to super łatwa droga, ale konsekwentnie udeptuję sobie swoją ścieżkę. Nie przeżyłem hajpu, nie przeżyłem momentu, kiedy nagle coś walnęło w wentylator i się rozpierzchło. Stawiam te swoje kroki konsekwentnie w kierunku, w którym chcę i w tempie, w jakim umiem i w jakim jest mi też wygodnie, po drodze zbieram swoją publiczność, która jest świadoma tego co robię i tego kim jestem.

Jest w twojej muzyce balans pomiędzy czymś retro, a czymś teraźniejszo-progresywnym.

Jestem, a przynajmniej byłem przy poprzedniej płycie,porównywany do różnych artystów z lat 80., zresztą świetnych, więc zawsze był to dla mnie komplement, natomiast nigdy nie zasłuchiwałem się jakoś świadomiew muzyce z lat 80. Nie sięgałem sam do starych nagrań i nie wzorowałem się na nich. Ja się po prostu urodziłem w latach 80. Widocznie gdzieś to we mnie tkwi i, nawet jeśli robię kawałek święcie przekonany o tym, że jest on mega współczesny, okazuje się, że jest tam jakiś pierwiastek retro. Myślę, że wynika to też z tego, jakich instrumentów używam.Są to stare analogowe syntezatory, których brzmienie znamy z tamtych lat. Może to powodujetakieskojarzenia.

A w twoim domu rodzinnym leciały takie rzeczy? Może to nieświadome inspiracje?

Myślę, że z domu rodzinnego wyciągnąłem inne wzorce. U mnie w domu słuchało się głównie Beatlesów, czyli zupełnie niesyntezatorowej muzyki. Kiedyś uznałem, że Beatlesi są passe i że to nie jest fajne, ale myślę, że oni byli i są geniuszami w pisaniu piosenek i właśnie tego się od nich nauczyłem. Bardzo szanuję piosenkę jako formę i jest to też forma, w której najlepiej się odnajduję.

Rozmawiał: Filip Kalinowski

Dodaj komentarz

-->