Wakacyjne miejscówki można wybierać na wiele sposobów. O kierunku podróży mogą zadecydować wielomiesięczne kalkulacje, kusząca oferta last minute, albo… dzieło kultury, z którym mieliśmy przyjemność obcować. Takie właśnie zestawienie proponujemy tym razem. Oto pięć miejsc, do których chcielibyśmy pojechać (albo pojechaliśmy), bo zaintrygowały nas
książki, płyty, filmy i komiksy.
Jerozolima – najlepszym przewodnikiem po świętym mieście okazuje się Guy Delisle, autor „Kronik jerozolimskich”. Artysta mieszkał w Jerozolimie przez rok, zajmując się dziećmi i rysując komiksy, podczas gdy jego żona pracowała dla Lekarzy bez Granic. Komiks spakuje wam walizki i kupi bilet do Jerozolimy, bo będziecie chcieli doświadczyć tego, co Delisle. Pójść tam, gdzie przewodnik z wycieczki nigdy by nie dotarł, bo to albo niebezpieczne, albo zarezerwowane tylko dla miejscowych. Zobaczyć zabytki od zaplecza i po zamknięciu, objechać korki i znaleźć plac zabaw dla dzieci. Guy pokaże, gdzie spotkać pijanych chasydów i zrobić zakupy z Palestyńczykami w żydowskich supermarketach, bo taniej i większy wybór.
Lanzarote – nieco niszowa Wyspa Kanaryjska. To tu Michael Houellebecq umieścił akcję powieści „Możliwość wyspy”. Na tej dziwnej wulkanicznej ziemi tajemnicza sekta klonuje ludzi, którzy żyją wiecznie bez emocji i popędów. Wybór lokalizacji nie mógł być przypadkowy. W połowie zniszczona przez wulkan Lanzarote nie jest tak rozjechana autokarami jak reszta Kanarów, ale wciąż jest to miejsce, gdzie znudzeni Europejczycy szukają wrażeń. Jest tylko jeden sposób, żeby sprawdzić, czy to faktycznie miejsce, w którym narodzi się nowa ludzkość. Trzeba tam pojechać. Wyspę można zwiedzać z powieścią w ręce, można też na własną rękę pośród bodeg i zastygłej lawy szukać człowieczeństwa.



