Trudno uwierzyć, patrząc na okładkę „Śmierci na otwartym morzu”, że Camilleri w chwili jej napisania miał 89 lat (obecnie ma 91 i nadal publikuje kilka powieści rocznie). W ośmiu opowiadaniach kryminalnych z komisarzem Montalbano nie znajdziemy żadnego starczego zrzędzenia ani eschatologicznych wywodów. Autor wraca ze swoim komisarzem do lat 80. XX wieku, przez co jego proza jeszcze zyskuje wigoru i świeżości.
Rzecz jak zwykle rozgrywa się w Vigacie, małym sycylijskim miasteczku i jego okolicach, zaludnionych przez mężczyzn zdradzających swoje żony z kochankami, których partnerzy i im przyprawiają rogi, rywalizujące mafijne klany, zdegenerowanych przedsiębiorców. W tej sieci układów komisarzem Montalbano czuje się jak ryba w wodzie. Sprawy, które prowadzi, nie są bynajmniej błahe ani przyjemne. W opowiadaniu „Zgodnie z praktyką” rozwiązuje sprawę bestialskiego morderstwa młodej kobiety, w „Transakcji” staje do walki z oszustami bankowymi, a w tytułowym śledztwie rozbija szajkę przemytników. Mankell zrobiłby z tego traktat o ludzkiej niegodziwości i korzeniach zła.
Szczęśliwie Camilleriego od innych autorów kryminałów odróżnia duże poczucie humoru oraz świetna znajomość włoskiej prowincji i zamieszkujących ją trudnych charakterów.
To świat, w którym trudno arbitralnie ustalić, „co jest prawdą, a co się nią tylko wydaje. Jesteśmy w ojczyźnie Pirandella, gdzie rzeczywistość kryjąca się za niejednym faktem jest zupełnie inna”. Noir sur Blanc obok sycylijskich powieści Camilleriego wydaje również kryminały Donny Leon, których akcja toczy się w Wenecji. Gdy jednak Leon w każdej kolejnej powieści coraz głębiej grzęźnie w mulistych odmętach weneckich kanałów, sycylijski pisarz wydaje się z każdą powieścią młodszy, lepszy i ciekawszy. Nawet, jeśli nie lubimy kryminalnych zagadek, to samo obcowanie z włoskim jedzeniem, kolejnymi wypijanymi przez bohaterów butelkami wina i podróżami przez sycylijskie miasteczka pozwoli nam w naszym depresyjnym klimacie zażyć kilka łyków słońca i witaminy D.

