Jak w każdym filmie Marvela, tak w “Obrońcach Galaktyki” swoje cameo musiał mieć Stan Lee. Co z tego, że nigdy nie miał żadnego związku z komiksem na podstawie, którego stworzono film. Wszyscy lubią Stana Lee i są tak bardzo przyzwyczajeni do tego, że zawsze go można zobaczyć w filmach z logo Marvela, że pomyśleli “czemu nie”.
Cameo Stana nie było jakieś wyjątkowe. Rocket zrobił zbliżenie i określił go “zboczeńcem”, który stara się podrywać młode dziewczęta. Jednak reżyser James Gunn miał inny plan na krótką bytność legendy komiksów na ekranie.
Planowaliśmy, że gdy grupa wchodzi do muzeum Kolekcjonera. Groot patrzy do jednego z pudeł i widzimy w nim Stana Lee.
Przygotowaliśmy dwie wersje. W jednej Stan Lee po prostu siedział, w drugiej gdy Groot otwiera skrzynkę patrzy się na niego i pokazuje mu “fucka”. Ale nie nagraliśmy temu ze Stanem, ponieważ byliśmy w Anglii i Stan, jako starszy człowiek, nie mógł wziąć udziału w tak dalekiej podróży. Nakręciliśmy to przy pomocy jego dubla i planowaliśmy zastąpić cyfrowo jego głowę głową Stana.
Nie byliśmy pewni czy warto jest dodawać tę scenę. Kevin [Feige] uważał, że jest to trochę za bardzo jajcarskie. I potem oczywiście widać na filmie jak wybucha pudełko, w którym jest Stan. I pomyślałem “Czy nie byłoby ekstra gdybyśmy nakręcili scenę, w której głowa Stana Lee wlatuje na ekran?”. Ale i tak nie zrobiliśmy tego
Cameo Lee robią się powoli nużące dlatego do końca moich dni będę żałował, że właśnie taka wersja nie ujrzała światła dziennego na ekranach kin. Jeszcze będzie szansa przy okazji sequela na szczęście.

