Moja żona śmieje się, że na liście pięciu moich ulubionych raperów jest w sumie ze sto osób. Na pewno jest na tej liście Reggie Noble, znany lepiej jako Redman. Parafrazując plotkę krążącą w latach 70. na temat kokainowych skłonności Jamesa Browna i Ricka Jamesa, można by zaryzykować stwierdzenie, że przynajmniej połowę trawki, którą w ciągu roku spalają obywatele USA, zużywa Redman do spółki z Method Manem. Ma to swoje plusy i minusy.
Ton reprezentanta New Jersey na pewno staje się dzięki temu bardziej żartobliwy. Niestety czerwonooki jest też przez to leniwym skurczybykiem i na swoje płyty od schyłku zeszłego wieku każe fanom czekać latami. A teraz, po pięciolet- niej przerwie, opublikował ledwie ponad 30-minutowy krążek, który – nagrany przez kogoś innego – przeszedłby zapewne bez echa.
Gośćmi są tu miernie rapujący koledzy z kwadratu, a bity są przeważnie rzemieślnicze, niepotrzebnie nostalgiczne i – najzwy- czajniej w świecie – bardzo średnie. Na co go tak naprawdę stać, Reggie pokazuje wła- ściwie tylko w kawałku „Bars”. Ja jednak co kilka wersów uśmiecham się pod nosem, a kilka razy zdarzyło mi się przy „Mudface” prychnąć niekontrolowanym rechotem.
Niewielu innych MCs potrafi bowiem tak sprawnie połechtać mojego wewnętrznego chama, nie obrażając równocześnie tkwiącego też we mnie bardziej wysublimowane- go miłośnika absurdu i zabawy konwencją. Takie linijki jak (w wolnym tłumaczeniu): „kiedy ja kończę koncert, to pieprzę, kiedy ty kończysz – świerszcze” oraz skity (któ- rych Redman od zawsze jest niekwestionowanym królem) bawią mnie nielicho. I wiem, że nie tylko mnie, bo np. samozwańczy król hip-hopu, marnujący talent w pogoni za pieniędzmi blady blondyn kojarzony jako Eminem, uznaje przejaranego Redmana za swojego ulubionego MC.
Obu nam pozostaje więc czekać na zapowiadany od lat se- quel klasycznego albumu „Muddy Waters”. Na razie możemy sobie zapalić papieroska, otworzyć piwko i złagodzić osąd, kiedy Reggie na wyluzce zacznie się przechwalać w głośnikach. I choć kawał z niego szowinistycznej świni, to moja żona też darzy go sporą sympatią.

