Muzyka: „A History of Insolence”

Kobieta z karabinem

Tego już nie ma, prawda? Idealistka z gitarą śpiewająca o zbawieniu świata to coś, co znajdziesz już tylko w płytotece swojego starego, gdzieś obok „Ciemnej strony Księżyca”. Dzieciaki wierzą dziś w moc sprawczą debili z Green Day i innych pajaców, którzy jedną ręką sprzedają historyjki o wytatuowanym Chrystusie, a drugą wciskają im do gęby hamburgera z środkiem przeciwwymiotnym. Tak też myślałem, odpalając trzeci krążek w dyskografii Naomi Bedford, który przyciągnął moją uwagę okładką w stylu niszowych produkcji z końca lat 70. Wojna w Ameryce Środkowej, głód w Etiopii i jeszcze nieodkryty Rodriguez. Byłem blisko. Pochodząca z Wielkiej Brytanii Naomi na „A History of Insolence” prezentuje nam przegląd tamtejszego gitarowego folku, który większość z was pewnie kojarzy z długowłosymi Celtami. Nic bardziej mylnego! Gitara, wokal i przeszkadzajki. Żeby śpiewać o problemach współczesnego świata, nie potrzeba wcale darcia ryja, kilkuosobowego składu i foodtrucka z wegeżarciem. Można przecież robić całkiem przystępne bluesowe piosenki, które nigdy nie trafią na listy przebojów, ale przy odrobinie szczęścia znajdą się w waszym top. Takie np.„Fields of Clover” to coś, do wymyślenia czego Bono miał zbyt małe jajka, a wy będziecie nucić ten numer do upadłego. Tak samo może być z każdym z tych 12 prostych utworów. A nawet jeśli nie, to i tak wielka piona dla tej laski. O taką muzykę walczyłem!

 

Naomi Bedford
„A History of Insolence”
wydanie własne

Dodaj komentarz

-->