Będzie dobrze?
Dziewiąty album wiecznych chłopców z Weezer rodził się w bólach. Wydany w 2010 r. „Hurley” był dość mroczy i ciężki (jak na ten zespół) i nie spotkał się z pełną aprobatą krytyków i fanów. Prace nad następcą przebiegały opornie, muzycy nie mogli się dogadać, materiał był kilkukrotnie kasowany i pisany w zasadzie od nowa. Na sesjach do „Everything…” powstały szkice około 200 piosenek! Ostatecznie grupie udało się wyselekcjonować 20. Pierwszy singiel „Back to the Shack” w warstwie tekstowej odnosi się do najwcześniejszych dokonań grupy, a muzycznie jest typowym lekko zakręconym i wypełnionym gitarami trzyminutowcem, do jakich Rivers Cuomo i koledzy przyzwyczaili nas przez lata. Uszami można zastrzyc przy chwytliwych kawałkach w rodzaju „Ain’t Got Nobody” czy „Go Away”. Album kończy przyjemna trzyczęściowa minisuita, nazywana nieoficjalnie „The Futurescope Trilogy”, po wysłuchaniu której można dojść do wniosku, że grupa powoli wraca na właściwe tory. „Everything Will Be Alright in the End” to jednak tylko typowy Weezerowy średniak. Ucieszy fanów, ale na pewno nie nawróci kogoś, kto w Weezera nie wierzył.
Weezer
„Everything Will Be Alright in the End”
Universal Music

