Muzyka: „Adrian Thaws” Tricky

Na własnych warunkach

Swój dziesiąty studyjny album Tricky nagrał we własnym studiu, wydał we własnej wytwórni i zatytułował swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Trudno więc nie traktować „Adrian Thaws” jako najbardziej osobistego, wręcz autobiograficznego dzieła pioniera trip-hopu. Sam zainteresowany podkreśla, że chciał nagrać płytę zainspirowaną muzyką, której słuchał w klubach jako nastolatek. A że gość miał eklektyczny gust, to rozpiętość inspiracji sięga od bluesa do hip-hopu. Jaki jest efekt? Szczęka wam raczej nie opadnie. Tricky oczywiście nie nagrał albumu tanecznego w klasycznym tego słowa znaczeniu. To raczej muza podana w wolnym tempie, dobra do rytmicznego gibania się w oparach dymu z mniej lub bardziej legalnych substancji. Z zaproszonych gości szczególnie sympatycznie wypada obecna w aż czterech numerach Francesca Belmonte. Nagrany z jej udziałem „Nicotine Love” to najjaśniejszy (najmroczniejszy?) fragment całości. Zastrzygłem też uszami przy „Keep Me in Your Shake” z wokalnymi popisami Nneki, a to za sprawą rajcownego sampla z „Heaven Beside You” Alice In Chains. Starzy fani nie będą zaskoczeni, nowych Tricky raczej nie pozyska. Solidny średniak w dyskografii muzyka.

Tricky
„Adrian Thaws”
False Idols

//www.youtube.com/embed/Ebu-fai_pso

Dodaj komentarz

-->