Kafe Zielony Niedźwiedź

Warszawa ul. Smolna 4 (wjazd od Kruczkowskiego)

Kacze opowieści

Te kaczki już nie zakwaczą. My za to nad naszymi talerzami z kaczymi języczkami, konfitowanymi w maśle z miodem gryczanym i pistacjami (specjalność Zielonego Niedźwiedzia), trochę kwakaliśmy. Trudne to było danie, nie na nasze podniebienia te języki. Żebyście i wy mogli się sprawdzić, jeśli Zielonego Niedźwiedzia nie możecie odwiedzić, to poniżej podajemy przepis. Konfitujcie! (czyli: poddajcie mięso bardzo wolnej obróbce cieplnej) Kafe Zielony Niedźwiedź została uznana przez „Gazetę Stołeczną” Knajpą Roku 2014. Postanowiliśmy dać sławie wybrzmieć i odwiedziliśmy ją dopiero teraz. Lato wizytom w Niedźwiedziu sprzyja, bo najprzyjemniej siedzi się tu na zewnątrz, w ogródku, a właściwie parku, w którym ta knajpa jest usytuowana. Nie będziemy ukrywać, mimo pięknych okoliczności przyrody i świetnego jedzenia czuliśmy się tu jednak trochę nieswojo. Restauracja, powstała z inicjatywy Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, wypełniona była reprezentantami obcego nam gatunku, który określić można pojemnym słowem „biznesmeni”. A ci, zdaje się, nie lubią, jak się do nich uśmiecha, bo wszyscy kelnerzy (oprócz jednego) miny mieli raczej grobowe. Ale z każdym kolejnym daniem czuliśmy się bardziej na miejscu. Karta Niedźwiedzia często się zmienia, kuchnia czerpie z polskiej tradycji („gotujemy, jakby wojny nie było” – można przeczytać w ich manifeście), jest świetna, nieprzekombinowana, liczą się w niej przede wszystkim dobre produkty, które bronią się same. Produkty te można zresztą kupić (albo zamówić) na miejscu, bo Zielony Niedźwiedź to też delikatesy.

Pierogi z bobem

pierogi

Z bobem, miętą, kozim serem i botwiną. Pyszne ciasto, bardziej niż w innych znanych nam restauracjach przypominające to domowe, babcine. Nadziewanie pierogów bobem jest nową gastronomiczną modą w Warszawie i dobrze, bo bób w tej roli sprawdza się świetnie.

Pieczony boczek

boczek

Z wieprzowiny rasy zwisłoucha. Trudno tę obrazową nazwę zignorować i nie wyobrażać sobie ślicznego kłapouchego świńskiego ryjka, gdy wbija się w nią widelec. Na szczęście boczek to miękki i soczysty, wbijanie więc nie trwa długo i humanitarna zaduma szybko ustępuje miejsca hedonistycznym uciechom. Śwince w ostatniej drodze towarzyszą pieczone ziemniaki, pietruszka i sałata z białej kapusty.

Kremowy sernik z owocami

sernik

Do wyboru była jeszcze tarta waniliowa z rabarbarem i beza z twarogiem z owocami leśnymi. Sława serniczka dotarła do nas jednak już wcześniej, więc właściwie nie mieliśmy wyboru. Sława to zasłużona – kremowy sernik był wybitnie kremowy i wyjątkowo pyszny. Deser przedłużyliśmy sobie pina coladą na bazie nalewki z kwiatów czarnego bzu zamiast rumu.

Kacze języki

jezyczki

1 kg kaczych języków
1/2 kg masła
50 g tłuszczu z kaczki (można zastąpić gęsim)
70 g łuskanych pistacji
100 ml białego wina
tymianek
sól morska i świeżo mielony pieprz

Kacze języki myjemy w zimnej wodzie, następnie dokładnie odcedzamy. Potrzebujemy jak najszerszy garnek, żeby języki konfitowały się równomiernie. W garnku topimy masło i kaczy tłuszcz (możemy dodać odrobinę oleju roślinnego, aby masło się nie przypaliło), wrzucamy języki i dusimy około 15 minut. Następnie wlewamy białe wino, dodajemy pistacje, tymianek, sól i pieprz. Garnek przykrywamy papierem pergaminowym i ustawiamy bardzo mały ogień. Konfitujemy około 4 godzin, pilnując, by języki nie przywarły do dna. Podajemy ze świeżym pieczywem.

Dodaj komentarz

-->