Z jaskini do food tracku
Meksykańskie food tracki w przeciwieństwie do burgerowych mają w Warszawie niewielką konkurencję. Do kulinarnej reprezentacji tego barwnego kraju dołączył niedawno Taco Libre! Pomysł na meksykański food track narodził się w głowach grotołazów Rafała Sieradzkiego i Jolanty Sikorskiej, którzy zakochali się w meksykańskiej kuchni przy okazji jednej ze swoich speleologicznych wypraw. Uliczne jedzenie podbiło ich serca, a oni postanowili podbić nim nasze.
Niepewnie zbliżam się do czarnego food tracku. Czy to tu serwują meksykańskie przysmaki? Bać się nie ma czego, na głodnych nie czeka żaden matador z maczetą, ale faktycznie, przydałoby się trochę kolorów. Moje myśli głośno potwierdza biznesmen jedzący obok quesadilę. Kuchnia meksykańska kojarzy się zwykle z burrito i nachosami zamawianymi w kinie. Dlatego sztandarowym daniem Taco Libre mają być tacosy, ciągle jeszcze niezbyt w naszym kraju popularne. Do wyboru mamy trzy warianty – z wieprzowiną i ananasem, kurczakiem i kaktusem (17zł) lub bezmięsny, z fasolą i awocado (15zł). Oprócz tacosów zamawiamy quesadillę z kurczakiem, w wersji grande (25zł). Tacosy kojarzyły mi się wcześniej z niewielkimi chrupkimi placuszkami, których nie sposób było zjeść bez brudzenia siebie i wszystkiego wokół. Dostajemy jednak elastyczne, wypełnione nadzieniem placki i wcale nie trzeba skafandra ochronnego żeby je zjeść. Jedyne do czego można się przyczepić, to zbyt chłodne tortille. Ponieważ poprosiliśmy o różne sosy, niemal wyrywamy sobie tacosy z ust żeby spróbować różnych wariantów smakowych.
Dobrze, że w porę dostajemy zamówioną quesadille, bo mogłoby dojść do rękoczynów. Cieplutki placek wypełniony kurczakiem, ananasem i cebulką, to zdecydowany faworyt naszej meksykańskiej uczty. Na porcję składają się trzy kawałki, które zniknęły w tak ekspresowym tempie, że nie zdążyłam zrobić żadnego zdjęcia… Meksykańska kuchnia nie możne się obejść bez sals. W Taco Libre robią je własnoręcznie, a są tak smaczne, że mogłabym je wyjadać po prostu łyżką. Należy im się osobny akapit. Mamy do wyboru klasyczną salsę guacamole, pikantną chipotle oraz roja z czerwonych i verde z zielonych pomidorów. Spróbowaliśmy wszystkich. Każda inna i każda pyszna, ale mnie najbardziej urzekła salsa roja. Niby zwyczajna, po prostu pomidorowa, a jednak obłędna. Przy tej salsie czuć, że właściciele dokładają starań, aby każdy produkt był najwyższej jakości. A jeżeli będą przykładać się tak dalej wróżę im same sukcesy. Ekipę Taco Libre możecie spotkać w tygodniu na skrzyżowaniu Poznańskiej i Żurawiej, a w weekendy jeżdżą na targi śniadaniowe. Śledźcie ich na fb



