Skusił nas taras. W letnie popołudnie wyglądał wyjątkowo zachęcająco – wznoszący się w cieniu ponad pasażem Wiecha, zwrócił naszą uwagę. Czegoś takiego wcześniej tu nie było – to coś to #LoftCafe. Zasiedliśmy więc przy stoliku z widokiem na przechodzących deptakiem turystów i kibiców. Choć miejsce wygląda na pierwszy rzut oka jak klasyczna kawiarnia w typie sieciówkowym, to ma całkiem spore menu. Kogoś co prawda poniosło troszeczkę podczas wymyślania nazw potraw (kurczak w pasiaku, buchaj w słonecznym ogródku, kluseczki grzybiarki, zielona odchłań smaku – pisownia oryginalna), ale nie będziemy się czepiać. Wybór jest duży, mimo że trochę od sasa do lasa – są i nachosy, i quesadilla, i litewski chłodnik, i zupa tajska, i pasty , i skrzydełka BBQ z opiekanymi ziemniakami, i dorada z polentą. W menu doszukaliśmy się także polecanych przez kelnera litrowych herbat owocowych oraz deserów lodowych (ananasowe w ananasie, kokosowe w kokosie). Są też śniadania, które postanowiliśmy sprawdzić przy innej okazji. Tym razem zachowawczo przetestowaliśmy sałatkę w typie greckiej (z prażonymi ziarnami słonecznika i dyni – bardzo fajny pomysł), która okazała się bardzo duża i bardzo dobra, oraz równie smaczną zupę borowikową. Obsługiwał nas bardzo miły pan z dowcipem zgranym z menu (podając nam solniczkę i pieprzniczkę w kształcie świnek, zaanonsował: ta świnka soli, a ta druga… – tu zawiesił głos i popatrzył na nas znacząco). Podsumowując – zupełnie bezpretensjonalny #Loft trochę za bardzo wygląda na kawiarnię, by zwabić poszukujących porządniejszej przekąski, ale warto wpaść, bo może się okazać, że na spożywczym pustkowiu pasażu Wiecha wyrasta sensowna alternatywa dla #Bordo i #Siouxa. [Sylwia Kawalerowicz]
Cafe Loft
Warszawa
