Pardon, To Tu

Warszawa

Przekonanie zagranicznego gościa w środku tygodnia, że Warszawa to miasto tętniące życiem, wydaje się zadaniem niebanalnym. To, że zagraniczny gość chciał się spotkać w Śródmieściu, a nie na Bemowie, niewiele ułatwiało moje zadanie. Niby mamy prawie lato, a i tak większość warszawiaków z nieznanego powodu letnie wieczory spędza tak samo jak zimowe, czyli w domu. Udało nam się jednak trafić na małą grupkę osób w raczej młodym wieku, którzy postanowili się z tegoż domu ruszyć. Miejsce spotkań to niepozorna knajpa o nazwie Pardon, To Tu. Nie ma za co przepraszać, cieszymy się, że jesteście. Co prawda trzeba mieć wewnętrzny GPS, żeby tu trafić (tyły Teatru Żydowskiego, obok parkingu, naprzeciwko kamienicy), ale kiedy to już się uda, możecie być spokojni. Ciekawe, czy uda się wam osiągnąć poziom zen, choć zbliżony do tego, który cechuje właścicieli i pracowników lokalu. Esteta we mnie skrzywił się na widok różnych kolorów i niepasujących do siebie mebli, niby taki „Kraków style”, ale w końcu żyjemy w wolnym kraju. Grunt, że bar był dobrze zapatrzony, a po 23.00 można się było jeszcze załapać na małe co nieco. Nikomu nie przeszkadzał duży pies odpoczywający na podłodze. Podejrzewam, że nikt też nie będzie miał nic przeciwko temu, żeby Pardon, To Tu miało stać się także przestrzenią artystyczną. – No nie wiem, nie wiem – tradycyjnie pokręciłem nosem. – Weź, przestań, fajnie jest – usłyszałem od gawiedzi w odpowiedzi. [Mladen Petrov]

Dodaj komentarz

-->