Monpero

Warszawa

Jak na kraj, który słynie z jakości zboża i chleba, liczba piekarni z prawdziwego zdarzenia – takich, w których widać piec, apetycznie pachnie, a gorące bułeczki, rogaliki i inne dobre rzeczy podaje osoba w białym fartuchu i odpowiednim czepku – pozostawia bardzo wiele do życzenia. Brzmi to romantycznie i francusko, ale nie jest na tyle skomplikowane, by było poza naszym zasięgiem. Jest nawet jedna taka piekarnia w wersji posh przy Krakowskim Przedmieściu, ale tam nie ma co się pokazywać, jeśli nie jest się prosto od fryzjera i po weekendzie w spa. Na szczęście są też miejsca, do których po prostu przychodzi się po chleb, plotki albo posiedzieć z książką w ręku. Monpero przy Puławskiej 24 stara się być właśnie takim miejscem. W estetycznym lokaliku przywitała mnie głośna muzyka i tak już zostało do końca. Decybele stanowczo nie pasowały do tej dobrze urządzonej piekarnio-kawiarni (uwagę kierujemy na lampy i gratulujemy ich autorowi), ale przynajmniej muzyka się broniła, w odróżnieniu od wybranej przeze mnie książki. Za ladą sytuacja nie wyglądała, mam nadzieję chwilowo, najlepiej – smutno na mnie patrzyły połowa sernika, kilka rogalików i bagietek. Półki raczej pustawe, ale że objawił mi się piekarz w białym fartuchu, jest całkiem możliwe, że asortyment będzie się powiększał, a półki sukcesywnie zapełniały świeżym towarem. Być może wtedy wszyscy ci zabiegani mieszkańcy Starego Mokotowa, którzy co minutę wbiegali do piekarni, zamawiali i wychodzili, zamiast wpadać na chwilę wreszcie usiądą i się zrelaksują. Mnie się udało. [Mladen Petrov]

Dodaj komentarz

-->