Katmandu

Warszawa

 

Wiadomo, Warszawa jest najlepsza na świecie, ale i tak po powrocie z innych europejskich stolic coś nas ściska w brzuchu. Może to, że jak na prawie dwumilionowe miasto oferta kulinarna pozostawia to i owo do życzenia? Być może za chwilę zostaniemy europejską stolicą sushi, ale ile można jeść surową rybę?! Z tego powodu cieszy nas debiut każdej małej restauracji, w której kelnerzy i kucharze zakładają narodowe stroje – nie dla podkreślenia egzotyki, lecz dlatego, że pochodzą z danego kraju. W przypadku restauracji Katmandu przemiła pani z uroczą polszczyzną, przyjmująca od nas zamówienie, pochodzi właśnie ze stolicy Nepalu. Restauracja poszerza jednak nieco ofertę, dodając do dań kuchni nepalsko-indyjskiej pozycje z kuchni tajskiej. W menu znalazła się nawet sałatka grecka i caprese! Uprzejmie prosimy o ich natychmiastowe usunięcie z karty. Pozostałe 78 pozycji prezentuje się bardzo obiecująco. Właściciele najwyraźniej jeszcze się nie zorientowali, że w Warszawie każda szanująca się knajpa musi być droga, nawet jeśli nie ma ku temu podstaw. Najtańsze danie wegetariańskie to więc wydatek rzędu 18 PLN, a najdroższe w karcie krewetki będą was kosztować 35 PLN. Ciut tańsze niż u pobliskiej konkurencji, a w dodatku smaczniejsze i na pewno w większych, niezwyczajnych ilościach. Katmandu powstało w miejscu lokalu z tradycyjną kuchnią polską. Jako pamiątka na ścianie pozostało wielkie zdjęcie stołecznego city. Niech tam wisi – kuchnia azjatycka to też kuchnia warszawska. [Mladen Petrov]

 

Dodaj komentarz

-->