W świecie architektury liczy się precyzja. W podróżach – wolność. Jakub Majewski łączy oba te światy, projektując nie tylko przestrzenie, ale i doświadczenia. Rozmawiamy o ucieczce od schematów, potrzebie ciszy i o tym, dlaczego czasem trzeba po prostu ruszyć przed siebie.
Krzysztof Kujawa: Zacznijmy od początku. Projektujesz dla ludzi, tworzysz przestrzenie, ale jednocześnie dużo podróżujesz. Gdzie dziś najbardziej czujesz się „u siebie”?
Jakub Majewski: Długo się nad tym zastanawiałem i nie potrafię wybrać jednego miejsca. Jestem jednocześnie w architekturze i w drodze. Ta pierwsza daje mi ogromną satysfakcję, bo mogę tworzyć coś, co zostaje z ludźmi na lata. Widzę projekt najpierw w głowie, potem w przestrzeni cyfrowej, a na końcu w rzeczywistości i obserwuję, jak wpływa na czyjeś życie. To jest bardzo silne uczucie sprawczości. Ale z drugiej strony jest samochód i droga. Kiedy siadam za kierownicą, szczególnie auta, z którego nie korzystam na co dzień, wszystko się zmienia. To jest natychmiastowy przeskok w inny stan. Pojawia się czysta radość, obecność, coś bardzo pierwotnego.
Samochód jest dla ciebie formą azylu?
Tak, zdecydowanie. To jest moja przestrzeń. Czasami wręcz narzędzie do regulowania emocji. Mam nawet swoje trasy, które działają na mnie jak terapia. Są miejsca w Polsce, które potrafią mnie całkowicie wyciszyć. Co ciekawe, nie zawsze są to kręte drogi – czasem to prosta linia przez las, gdzie nagle przestaję myśleć o wszystkim.
I z tego w pewnym sensie powstał Drive Story?
Tak, to był proces. Z jednej strony architektura, z drugiej motoryzacja, która zawsze była gdzieś obok. Przez jakiś czas funkcjonowałem w schemacie zmiany samochodów, gonienia za czymś nowszym, lepszym. W pewnym momencie poczułem, że to donikąd nie prowadzi. Zacząłem patrzeć na auta bardziej jak na obiekty, które mają historię, charakter, a nie tylko spełniają określoną funkcję. Kupiłem pierwszy starszy samochód i chciałem używać go tylko w wyjątkowych momentach. Bardzo szybko zrozumiałem, że niezwykłe chwile można projektować. Tak zaczęło się tworzenie doświadczeń, a nie tylko wyjazdów.
Dzisiaj dużo mówi się o potrzebie powrotu do natury, o odcięciu od bodźców. Myślisz, że to chwilowy trend czy coś, co z nami zostanie?
To nie jest trend. To jest reakcja organizmu. Przez ostatnie dekady tempo życia i ilość informacji, które przyswajamy, wzrosły w sposób, do którego nie jesteśmy biologicznie przygotowani. Ludzie są przebodźcowani i szukają przestrzeni, żeby się zregenerować. Potrzeba wyciszenia zostanie.
Kto trafia na twoje wyjazdy?
To było dla mnie duże zaskoczenie. Myślałem, że będą to osoby starsze, które mają już więcej czasu i przestrzeni na takie doświadczenia. Tymczasem pojawia się bardzo dużo młodych ludzi. Świadomych, ciekawych świata, często na początku swojej drogi zawodowej. Mają oni w sobie coś, czego moje pokolenie trochę się bało – gotowość, żeby żyć tu i teraz, a nie odkładać wszystkiego na później.
Ale nie każdy może z tobą pojechać. Masz swój sposób selekcji?
Tak. Zadaję trzy pytania. One są niezmienne od lat. Pierwsze dotyczy muzyki – proszę, żeby ktoś wyobraził sobie moment wschodu słońca nad morzem i wybrał jeden utwór, który by mu towarzyszył. Drugie pytanie jest o smaki dzieciństwa. Trzecie – bardzo prozaiczne – o doświadczenia za kierownicą. Te pytania nie są o fakty, tylko o wrażliwość.
Co najbardziej zaskoczyło cię w ludziach, których spotykasz?
Chyba to, że coraz więcej osób naprawdę chce być w kontakcie z drugim człowiekiem. Kiedy stworzy się odpowiednie warunki, ta relacja buduje się bardzo szybko. Na początku uczestnicy są zdystansowani, nawet trochę sceptyczni, ale potem okazuje się, że potrafią rozmawiać godzinami. Często mówią, że to nie są przypadkowe osoby i że w innych okolicznościach pewnie nigdy by się nie poznali.
A zdarzyły się sytuacje, które były trudne?
Miałem kiedyś doświadczenie, które było dla mnie lekcją. Zrezygnowałem z rozmowy wstępnej i to był błąd. Okazało się, że osoby, które pojechały, potrzebowały bardziej udowadniać, gdzie były i co widziały, niż doświadczać tego, co dzieje się tu i teraz. To pokazało mi, jak ważna jest intencja, z którą ktoś wybiera się w taką podróż.
W twoich wyjazdach widać bardzo mocny pierwiastek projektowania. To nie są przypadkowe podróże.
Zdecydowanie. Architektura nauczyła mnie myślenia o doświadczeniu jako całości. Nie interesuje mnie wyjazd, który polega na tym, że jedziemy do hotelu, jemy i śpimy. Chcę tworzyć sytuacje, które zostają w pamięci. To mogą być tematyczne wyjazdy, konkretne scenariusze, momenty, które są inne niż codzienność.
Jak wyglądałoby twoje idealne miejsce do życia?
Blisko natury. Z dostępem do wody, bo ona mnie uspokaja. Z zielenią, przestrzenią i możliwością ruchu. I z samochodem, bo to nadal jest dla mnie ważny element życia.
Na koniec – czym dla ciebie jest Drive Story?
To nie są wyjazdy. To sposób bycia i budowania relacji. Nie interesuje mnie podróż z punktu A do B ani nocleg w hotelu. Chciałem stworzyć coś, co pozwala doświadczać obecności – być bliżej siebie, innych ludzi i miejsca, w którym się jest, oraz na chwilę zatrzymać się w świecie, który zwykle pędzi.






