WYWIAD Z JAMESEM NORTONEM, ODTWÓRCĄ ROLI TYTUŁOWEJ w filmie „Obywatel Jones”

Foto: Robert Pałka © Film Produkcja

Najnowszy film Agnieszki Holland, thriller polityczny „Obywatel Jones” to jedna z najbardziej oczekiwanych premier 2019 roku.

W międzynarodowej obsadzie wschodzące zagraniczne gwiazdy, m.in. James Norton („Wyścig”, „Wojna i pokój”, „Linia życia”), Vanessa Kirby („Czas na miłość”, serial „The Crown”, „Mission: Impossible – Fallout”) oraz nominowany do Złotego Globu – Peter Sarsgaard („Jackie”, „Siedmiu wspaniałych”, „Blue Jasmine”). Film przedstawia historię Garetha Jonesa – walijskiego dziennikarza, który w 1933 roku wyruszył do Związku Radzieckiego, aby odkryć przerażającą prawdę, stojącą za reżimem Stalina i sowiecką „utopią”. Kulisy jego reporterskiego śledztwa miały śmiertelne reperkusje, a przy okazji stały się inspiracją do powstania jednej z najsłynniejszych powieści XX wieku – „Folwarku zwierzęcego” George’a Orwella.

fot. Robert Palka

Młody dziennikarz Gareth Jones (James Norton) zyskał sławę, pisząc artykuł o swoim spotkaniu z Adolfem Hitlerem, zaraz po przejęciu przez niego władzy w 1933 roku. Teraz ambitny Walijczyk przymierza się do kolejnego wielkiego tematu – gwałtownej modernizacji Związku Radzieckiego. Chcąc gruntownie zbadać sprawę, reporter decyduje się na podróż do Moskwy, aby przeprowadzić wywiad ze Stalinem. Na miejscu poznaje młodą dziennikarkę Adę Brooks (Vanessa Kirby), pracującą dla Waltera Duranty’ego (Peter Sarsgaard), dzięki której odkrywa, że prawda o stalinowskim reżimie jest brutalnie tłumiona przez sowieckich cenzorów. Słysząc zatrważające plotki na temat wielkiej klęski głodowej w ZSRR, Jones udaje się w samotną podróż przez Ukrainę. Dziennikarz staje się naocznym świadkiem tragedii Hołodomoru…

Przeczytajcie wywiad z Jamesem Nortonem, odtwórcą tytułowej roli:

Kim był Gareth Jones?

Jego rówieśnicy opisywali go jako poważnego oraz żarliwie podchodzącego do swej profesji młodego dziennikarza o dużym uroku osobistym i poczuciu humoru, który ciągle coś zapisywał w notatniku. Był szczerym, oddanym prawdzie chłopakiem, który poszukiwał przede wszystkim empirycznych dowodów. Nie interesowały go pogłoski czy poszlaki. Ale był także bardzo naiwny, w tym młodzieńczym sensie, który sprawia, że chcesz, żeby świat był lepszym miejscem, niż naprawdę jest.

fot. Robert Palka

Jak chciałeś ukazać go w filmie?

Miałem dostęp do istnego bogactwa materiałów referencyjnych, książek i archiwów, ale przede wszystkim do dzienników Garetha Jonesa, które pomogły mi zrozumieć, kim tak naprawdę był, zarówno jako człowiek, jak i dziennikarz. Rodzina i znajomi opisywali go jako dość pogodnego młodego mężczyznę o mocnym kręgosłupie moralnym, więc właśnie jego postawa posłużyła za fundamenty postaci filmowej. Bo przecież tuż przed 30. urodzinami oddał życie za wyznawane zasady. Chciałem pokazać inspirującą jednostkę, która mogła i wciąż może służyć za kompas w czasach moralnego zamętu. Nie mogliśmy zamknąć się oczywiście w faktach z jego życia, lecz pokazać pełnokrwistą postać, w którą widzowi łatwo uwierzyć, ale nie odeszliśmy za bardzo od faktów. Granie tak czystej postaci było dla mnie wyzwaniem, ale też prawdziwą przyjemnością.

Co wiedziałeś o Garecie Jonesie oraz Wielkim Głodzie na Ukrainie przed tym projektem?

Muszę szczerze przyznać, że niewiele. Jak zresztą większość ludzi, ponieważ o Garecie Jonesie i Wielkim Głodzie na Ukrainie nie uczy się raczej w brytyjskich szkołach. W przeciwieństwie do II wojny światowej i Holocaustu, które są dość intensywnie przerabiane. Myślę, że dzieje się tak nie tylko dlatego, że o Wielkim Głodzie przez dekady mało kto wiedział, a dzisiaj mnóstwo Rosjan wciąż wypiera się odpowiedzialności za tę tragedię, ale również z tego względu, że to, co stało się na Ukrainie, nie było tak systemową anihilacją jak Holocaust. Uważam jednak, że mój brak szczegółowej wiedzy pomógł mi w roli, bo podszedłem do Garetha ze świeżą perspektywą i odkrywałem niejako prawdę o czasach Wielkiego Głodu wraz z nim.

fot. Robert Palka

Jak wspominasz współpracę z Agnieszką Holland i polską ekipą filmową?

Wszyscy byli wspaniali. Mam znajomych w Krakowie i byłem kilkukrotnie w Polsce, ale nigdy wcześniej na planie filmowym. Wiedziałem, że Agnieszka to żywa legenda, ale dopiero na planie zrozumiałem, że ona jest kimś więcej niż tylko reżyserką z mnóstwem klasycznych filmów na koncie. To ikona progresywnej lewicy, która walczy o słuszną sprawę, a także jedna z najbardziej energicznych i inteligentnych osób, jakie było mi dane poznać. Na planie bardzo podobało mi się również nastawienie ekipy, która traktowała cały proces zdjęciowy jako coś niemalże świętego, ważnego. Kino jako medium zmian, a nie tylko rozrywki.

fot. Robert Palka

Wspominasz jakiś dzień na planie szczególnie?

Wszystkie były niesamowite i przynosiły różne wyzwania, ale gdybym miał teraz określić jeden, byłby to dzień, w którym kręciliśmy na Ukrainie, w mrozie -25 stopni. Pamiętam, że Agnieszka siedziała za monitorem, opatulona w jakieś kożuchy, czekając aż ekipa przygotuje plan do dubla. I nagle zaczęła nucić coś, co brzmiało jak tradycyjna pieśń ludowa. Chwilę później zaczęli do niej dołączać kolejni członkowie ekipy, a po jakimś czasie plan wybrzmiewał chórem głosów śpiewających tę pieśń, której słów nie znałem, ale dałem ponieść się jej nastrojowi. Agnieszka zawsze była istnym wulkanem energii, co napędzało innych do wytężonej pracy. Pamiętam, że wracaliśmy często po całodniowych zdjęciach do hotelu, ale ludzie nie rozchodzili się do pokojów, lecz siadali w restauracji, pojawiały się kieliszki w wódką, śledź do zagryzania, i rozmawialiśmy o stanie współczesnej Europy, rosnącym populizmie, o tym, jak historia zaczyna zataczać koło. To były wspaniałe chwile, mimo że rzadko się udzielałem. Wolałem słuchać.

fot. Robert Palka

Jak wspominasz granie w plenerach i wnętrzach symulujących dwa skrajne światy, luksus moskiewskich hoteli i schludność brytyjskich biur oraz umierającą z głodu Ukrainę?

Na takich skrajnościach świadomie oparliśmy niemal cały film. Największym wyzwaniem była oczywiście część ukraińska, którą mieliśmy szczęście nakręcić na Ukrainie, w mrozach, które dawały nam jakąś namiastkę tego, co czuli wówczas ludzie. Nie były to łatwe warunki, ale dzięki nim lepiej zagrałem rolę Garetha Jonesa. Myślę, że wszystkim nam to pomogło, lepiej się też zgraliśmy. Mieliśmy również częściowo ukraińską ekipę i tamtejszych mieszkańców w rolach statystów. Przodkowie części z nich zginęli w czasie Wielkiego Głodu, więc emocje widoczne na twarzach w scenach zbiorowych nie są udawane – oni bardzo chcieli, żeby świat poznał historię tego, co się stało z ich rodzinami, z ich krajem, z ich życiem. Niezwykle emocjonalne przeżycie, ale nie oddałbym za nic tamtych chwil i możliwości kręcenia w tak wymagających warunkach.

fot. Robert Palka

Chciałbyś grać więcej postaci pokroju Garetha Jonesa?

Jest tylko jeden Gareth Jones i mam szczęście, że mogłem pokazać jego historię światu, ale oczywiście, że chciałbym grać więcej trudnych, złożonych bohaterów, odkrywać, co ich napędza, co sprawia, że wyróżniają się spośród milionów innych ludzi. To dla aktora najlepsze możliwe wyzwania. Lubię czysto eskapistyczne kino, ale mam nadzieję, że będę dostawał role, w których będę mógł się wykazać, i w filmach, które rzeczywiście będą próbowały coś zmienić, albo przynajmniej kogoś uświadomić, że zmiany są potrzebne.

fot. Robert Palka

Czego chciałbyś życzyć widzom w kinach?

Przede wszystkim otwartości na to, co chcieliśmy pokazać w „Obywatelu Jonesie”, niezależnie od tego, jak trudno będzie się oglądało niektóre sceny. Wbrew pozorom, nie planowaliśmy, żeby ten film stanął w kontraście do tego, co dzieje się dzisiaj na świecie, ale okazało się, że historia Garetha Jonesa nie tylko wciąż wybrzmiewa intensywnie w obecnej rzeczywistości, ale stała się do niej smutnym komentarzem. W czasach, w których dochodzi do manipulowania ludzkimi obawami i lękami na tak wielką skalę, musimy promować świadomość. Inspirować ludzi do patrzenia na to wszystko z różnych perspektyw. Zachęcać do rozmowy. Chciałbym, żeby właśnie to widzowie czuli po wyjściu z kina – chęć do rozmowy. Jeśli to nam się udało, „Obywatel Jones” spełnił swój cel.

fot. Robert Palka

-->