Zero (less) waste

Jeśli trapi was pytanie, co robić, by mniej śmiecić, jeśli musicie się czegoś pozbyć, ale nie chcecie tego wyrzucać, albo przeciwnie – potrzebujecie czegoś, ale nie chcecie tego kupować… lub jeśli po prostu marzycie o twarożku z wiejskiego mleka zrobionym samodzielnie bez wyjeżdżania z zasmogowanego miasta – czytajcie dalej.

kranowka

Kranówka pijewodezkranu.org
Pomysł stary jak świat – po co kupować, skoro w kranie mamy ją prawie za darmo? Ale czy to na pewno dobra woda? Jedni kranówkę gotują, inni filtrują, jeszcze inni twardo obstają przy butelkach mineralnej, w ekstremalnych przypadkach używając jej nawet do gotowania. „Piję wodę z kranu, bo to dla mnie same korzyści: mniej plastiku w koszu, więcej pieniędzy w kieszeni i satysfakcja, że nie jestem ofiarą marketingu nabitą w butelkę” – deklaruje aktorka Magda Popławska, pozbawiając się tym samym okazji do zdobycia lukratywnego kontraktu reklamowego w rodzaju tego, na który skusiła się latem Martyna Wojciechowska (a który doprowadził ją do słynnej konkluzji, że „plastik nie jest taki zły”). Na portalu promującym picie wody z kranu profesorowie chemii i biologii rozwiewają popularne mity (np. taki, że w wodzie z kranu nie ma minerałów), a krytycy kulinarni przedstawiają listę lokali w całej Polsce, w których nikt nie skrzywi się, słysząc, co zamawiamy do obiadu.

Ratunek przed śmieciarką FB: @uwaga, śmieciarka jedzie – Warszawa
Sprawny odkurzacz, trzy męskie koszule, maszynka do mięsa, radio z adapterem Trubadur, ubranko dla kota po sterylizacji… Albo jeszcze lepiej: ręce manekina, komplet egipskich podkładek i feministyczna analiza bohaterek kryminalnych. Wszystkie te rzeczy i wiele, wiele więcej łączy jedno – ktoś postanowił je oddać, a ktoś inny – przyjąć. Za darmo, z porywu serca, z ciekawości, z nudy. Grupy facebookowe „Uwaga, śmieciarka jedzie” (w wersji warszawskiej, łódzkiej, lubelskiej i innych) od kilku lat gromadzą miłośników recyklingu i nietypowych ogłoszeń. To takie second handy, tylko z o wiele szerszym, dynamiczniej zmieniającym się asortymentem. Największa, warszawska „śmieciarka” liczy ponad 46 tysięcy osób – polowanie na ręce manekina w takim gronie to wyzwanie dla prawdziwych pasjonatów.

Domowy kompostownik
Po pierwsze: nie śmierdzi. Można go ustawić na balkonie, w garażu, w piwnicy, ale i pod zlewem w kuchni – odpowiednio używany nie zwraca na siebie uwagi. Po drugie: nie musi być drogi – designerskie cacko za kilkaset złotych spokojnie zastąpi jego kilka razy tańszy, samodzielnie wykonany odpowiednik. Po trzecie: wytworzony w nim nawóz pokochają balkonowe pomidorki, zioła, kwiaty i wszystkie inne domowe rośliny. Te argumenty (i wiele innych) przedstawiają zwolennicy domowego kompostowania. Wystarczą dwa wiaderka, włożone jedno w drugie, w tym jedno z przewierconym dnem a drugie z zamontowanym kranikiem do odlewania płynnego kompostu, trochę tekturek, słoik ziemi z lasu, garść nadgniłych obierków, a do tego… tysiąc dżdżownic (zamówionych przez internet) – i możemy zaczynać. Kompostować można obierki niepryskanych warzyw i owoców, skorupki jajek, suche badyle i liście z balkonu. Nie można: resztek nabiału, mięsa, czosnku lub cebuli ani skórek cytrusów i innych pryskanych owoców i warzyw. Fakt, kompostowanie wymaga oswojenia – i od nas, i od dżdżownic (jeśli zrobimy coś nie tak, mogą próbować uciekać) – i cierpliwości (na domowy nawóz będziemy musieli poczekać kilka miesięcy), ale kto mówił, że będzie łatwo?

Mlekomaty
W PRL-u, w złotych dla ekologicznego trybu życia czasach niedoborów, wieczorami wystawiało się za drzwi szklane butelki, by rano znajdować nowe, pełne świeżego mleka. Masowa, ekspresowa konsumpcja, którą zachłysnęli się Polacy w okresie transformacji pozbawiła nas tej tradycji na rzecz plastikowych sześciopaków i tekturowych kartoników ze sklepu. Kilka lat temu w miastach całej Polski zagościła jednak mleczna alternatywa: mlekomaty, czyli automaty ze świeżym, niepasteryzowanym mlekiem, które przez całą dobę można samodzielnie nalać do własnego (lub kupionego w osobnej maszynie) pojemnika. Ten włoski wynalazek z początku zrobił w Polsce furorę – w 2013 r. w samym tylko Wrocławiu funkcjonowało aż 12 maszyn. Z biegiem czasu sporo z nich polikwidowano – okazały się nieopłacalne. Dziś, obok tych, które się uchowały (m.in. po trzy w Warszawie i Krakowie, pojedyncze w Toruniu, Włocławku i Lesznie), powstają nowe – w Radomiu, Wrocławiu (znów), ale i… w szczerym polu pod Łodzią, przy drodze z widokiem na pasące się krowy. Weganie skrzywią się na tę myśl, ale jeśli komuś życie bez mleka niemiłe, a chce być less waste, to szklana butelka napełniona w mlekomacie może załatwić sprawę. Ale uwaga: takie mleko trzeba przegotować i nie należy kupować go za dużo, bo szybko się psuje.

-->