Osoby, które nie rozumieją jajcarskości metalu, muszą mieć chyba całkiem spory problem z odbiorem tej muzyki. Świadczyć mogły o tym komentarze po pierwszej wizycie Abbatha w Polsce, kiedy to Norwegowie odsądzani byli przez internautów od czci i wiary [sic!] ze względu na rzekome zbyt luźne podejście muzyków do tematu. Wiadomo w końcu, że brodzenie po kolana w śniegu gdzieś w skandynawskim lesie, a następnie śpiewanie o tym jest równie ważne co bezpieczeństwo energetyczne Polski i komfort uczuć religijnych naszych rodaków.
Część osób nie załapała chyba, że stojący na czele Abbath Olve Eikemo to trochę taki Kaczor Donald w black metalowym makijażu. Do tego Olve nie tylko wie jak wyciskać z gitary prawdziwą siarkę, ale też jak promować się tak, żeby zobaczył to cały Internet (sesja z hot dogami!). Nie musimy pytać, czy działa, bo „haters gonna hate”, a tymczasem Abbath wraca do Warszawy by swój kolejny koncert zagrać w jeszcze większym klubie. Będzie komplet publiczności?
17.04
Warszawa
Progresja
start: 19.00
wstęp: 90 – 100 PLN

