Wywiad z Brettem Morgenem twórcą filmu “Cobain: Montage of Heck”

Stany Kurta

Zaczął pan pracę nad filmem o Kurcie Cobainie ponad osiem lat temu. Przez ten czas udało się panu zagłębić w przepastne archiwum, które pozostawił po sobie lider Nirvany. Jak udało się uzyskać do niego dostęp?
To zasługa Courtney Love, która widziała mój film poświęcony The Rolling Stones. Dotarła do mnie i poprosiła o spotkanie, na którym powiedziała, że ma wrażenie, że ludzie nie do końca zdają sobie sprawę z tego, jak naprawdę wyglądało życie Kurta. Dodała, że jest w posiadaniu całego archiwum jego zdjęć, nagrań wideo i dzienników, które po sobie pozostawił. Zapytała, czy chciałbym się im przyjrzeć i może zrobić na temat Cobaina film.

Jakie wrażenie zrobił na panu ten zbiór?
Obejrzałem wszystko kilka razy i uświadomiłem sobie, że to może być coś, co kompletnie zmieni sposób patrzenia na Kurta. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, w co się pakuję. W zbiorach było ponad sto taśm z nagraniami Cobaina, jego dzienników, które rejestrował regularnie na dyktafonie. Użyłem ich w „Cobain: Montage of Heck”, widzowie niektóre z nich mogą usłyszeć w oryginalnej formie. Chciałem zrobić film, który wreszcie nie będzie poświęcony otoczeniu Cobaina ani jego środowisku, tylko jemu samemu. Wiedziałem, że nie będę miał możliwości zilustrowania nagrań audio zdjęciami, które będą pokazywały tylko Kurta. Musiałbym użyć obrazów z teledysków czy nagrań wideo z Nirvaną. Chciałem tego uniknąć. Postawiłem więc na animację, którą wykonali Stefan Nadelman i Hisko Hulsing, światowej klasy animatorzy.

Jak udało się panu przebrnąć przez to archiwum i znaleźć to, czego pan szukał?
Przede wszystkim musiałem mieć właściwe założenie. Sądzę, że każdego artystę określa jego sztuka. Wszystko, co czuł, znajdowało odzwierciedlenie w jego sztuce. Wszystkie radości i wszystkie smutki Kurta są na jego rysunkach, w jego zdjęciach, tekstach piosenek czy właśnie dziennikach. Dla mnie była to więc podróż przez różne stany Cobaina, jego nadzieje, potrzeby i frustracje. A jest tam naprawdę wiele spraw niezwykle prywatnych. Jak historia o jego utracie dziewictwa, której nie słyszał chyba nikt nigdy wcześniej – ani Frances, ani Courtney, ani nikt z Nirvany. Kurt nagrał swoją opowieść na taśmy, wsadził na dno pudełka i one tam drzemały, dopóki nie trafiły w moje ręce.

Rodzina, żona i córka, nie narzucała panu swojej wizji Cobaina?
Frances i Courtney pokazały mi, jak wyglądała fasada Cobaina, jego maska. Ja chciałem się wedrzeć pod nią. Potrzebowałem do tego klucza, którą była wiedza na jego temat. Tę znalazłem właśnie w archiwum. Te taśmy są niezwykle prywatne, bolesne dla wszystkich, którzy są w nich sportretowani. Pamiętajmy, że tak naprawdę nikt przede mną takiego dostępu nie uzyskał. Te wszystkie filmy, które dotąd się pojawiały na temat Kurta, były jedynie interpretacją jego osoby bazującą na wypowiedziach innych ludzi. Mnie udało się spojrzeć na niego niemal wyłącznie poprzez niego samego.

Wyobrażam sobie, że powstanie tego filmu musiało być najtrudniejsze dla Frances, która w ogóle nie pamięta ojca. Cobain zmarł przecież, kiedy miała ona zaledwie dwa lata.
Frances musiała mi zaufać najbardziej ze wszystkich. Ona nie miała praktycznie żadnego punktu odniesienia. Znała Kurta wyłącznie z doniesień medialnych, z którymi mogła się zapoznawać w internecie czy bibliotekach, ale nie robiła tego. Nie przeczytała żadnej biografii ojca, która ukazała się na rynku. Kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy, chciałem wytłumaczyć jej, jak ma wyglądał mój film, ale ona nie dopuściła mnie do głosu, tylko powiedziała, jakiego filmu ona oczekuje. Okazało się, że nasze wizje są zbieżne. Kiedy film już powstał, Frances przyszła do mojego biura i go obejrzała. Powiedziała mi wtedy: „Dziękuję, zrobiłeś film, jaki zawsze chciałam zobaczyć. Pozwoliłeś mi na dwie godziny spotkać się z moim ojcem”. Kiedy Courtney wysłała mi SMS-a z zapytaniem, jak idzie praca nad filmem, odpisałem jej, że robię film wyłącznie dla Frances. Ona zażądała wtedy prywatnej projekcji także dla siebie. Po zobaczeniu filmu powiedziała mi, że ma wrażenie, jakby przeniosła się w czasie i spotkała przyjaciela, którego nie widziała od 20 lat.

Udało się panu zachować trzeźwość umysłu, pracując nad tym filmem? Nie dał się pan porwać mistycznemu uniesieniu, któremu ulegli niektórzy fani Cobaina?
Wydaje mi się, że nigdy nie postrzegałem go w sposób mistyczny. Dla mnie był raczej dziwakiem niż kimś, kto jest nadzwyczajny. Mam wrażenie, że śmierć Cobaina wytworzyła wokół niego mit, że ludzie zaczęli go postrzegać jak jakiegoś świętego, kogoś uduchowionego, kto wyprzedzał swoją epokę, był mistyczną postacią. A przecież on był człowiekiem z krwi i kości, takim samym jak my.

Dalszy ciąg wywiadu dostępny w najnowszym numerze Aktivista klik!


 

Brett Morgen
Urodził się w 1968 roku w USA. Dorastał w Nowym Jorku. W nakręconym na studiach „Ollie’s Army” (1996) przyjrzał się postaci podpułkownika Olivera Northa zamieszanego w aferę Iran-Contras. Już wtedy objawił się jego talent do nieszablonowego portretowania znanych osobistości. Za „On the Ropes” (2010) dostał nominację do Oscara. Najbardziej znane w jego filmografii są film o Rolling Stones („Crossfire Hurricane”, 2010) i Kurcie Cobainie („Montage of Heck”, 2015).

Zobacz także:

Giorgio Moroder – Déjà Vu

Na „Déja Vu” otoczył się wianuszkiem wokalistek młodszego (Sia, Charlie XCX) i nieco starszego (Kylie Minogue, Britney Spears) pokolenia, które miały wzbogacić charakterystyczne kompozycje pioniera IDM. Niestety, chyba trochę przedobrzyły. Czytaj więcej>>

Leon Bridges – Coming Home

Leon sięga jeszcze głębiej i wskrzesza klasyczny soul z elementami gospel, dzięki czemu zabiera nas w podróż do epoki, kiedy przemysł muzyczny dopiero raczkował… Czytaj więcej>>

Wampiry zrzucają peleryny – 5 filmów o wampirach, które nie chcą straszyć

Reżyserzy zrozumieli, że mało kto boi się wampirów. Widzowie ostatnio bardziej wzdrygają się na widok krzyża niż upudrowanego aktora z zapadniętymi policzkami i sztucznymi kłami. Czytaj więcej>>

Dodaj komentarz

-->