Skąd się wzięła w Azji tempura, czym jest kumkwat i dlaczego nigdy nie poznamy smaku mango. O azjatyckich smakach, których można próbować w ramach trwającego Azja Restaurant Week(end), opowiada nam Zosia Pazik i Jakub Kaftański z The Cool Cat.
Azja to smak…
The Cool Cat: Większość osób, gdy mówi o azjatyckiej kuchni, to myśli o smaku “umami”. My jednak uważamy, że Azja bardziej smakuje polską kuchnią. Lubimy podobne natężenie smaków i tak jak Azjatom, najbardziej smakuje nam ponacierane aromatycznymi przyprawami i korzeniami mięcho. Tyle, że u nas marynuje je się w majeranku, czosnku, cebuli i obkłada jabłkami a u nich używa się innych przypraw. A poza tym łączy nas miłość do panierki. Azja zdecydowanie smakuje chrupką panierą.
Panierka? To ciekawe. Myślicie, że przywędrowała do nich z Europy?
TCC: Wbrew pozorom wiele smaków Azji zaczerpniętych jest z Europy. Chociażby słynną wietnamską kanapkę banh podaje się we francuskiej bagietce. Mało kto wie, ale tempura też pochodzi stąd. Do Japonii przywieźli ją Portugalczycy.
Fajnie! A czego my przywieźć z Azji nie zdołamy?
TCC: Smaku świeżych owoców. Kiedyś koleżanka powiedziała nam (my niestety nie mieliśmy okazji sprawdzić) że mango prosto z drzewa smakuje “jak słońce”. Znamy to – truskawki zimą to powidok tej czerwcowej pełni smaku. Cóż, ilość konserwantów, którymi trzeba naszprycować te biedne owoce na pewno ma wpływ na smak.
„Słońca” trzeba więc spróbować na miejscu. A co tu, w Europie możemy skosztować, co przeniesie nas choć na chwilę na wschodni kontynent?
TCC: Jeśli rozmawiamy o smakach Azji to musimy doprecyzować o jaki region chodzi. Do Korei przeniesie nas pewnie modna ostatnio ostra kiszona kapusta kimchi (ale jej smak jest rożny w różnych regionach kraju, w niektórych w ogóle nie jest ostra), do Indii niezliczone odmiany curry, a do Japonii glony, ryby i owoce morza w których przyrządzaniu ważniejsza jest jakość niż przyprawy. Azja to ogromny kontynent.
Jak się uczyć go smakować?
TCC: Jeżeli ktoś całe życie jadł pierogi i flaki to nie powinien odkrywać azjatyckiej kuchni od wietnamskiego przysmaku balut’a, czyli jajka z ugotowanym kaczym embrionem w środku – z chrupiącym dzióbkiem. Na początek wrzućcie imbir i laskę cynamonu do esencjonalnego rosołu. No i oczywiście każdy na starcie przechodzi zajawę na mleko kokosowe (to dobrej jakości poznacie po tym że w lodówce rozdziela się na “śmietanę”). Kiedyś prawie codziennie robiliśmy tajską słodką zupę tom-kha właśnie na mleku kokosowym. Może więc to dobry początek..
Na początku, to trzeba się przełamać. Z jakimi stereotypami walczycie serwując azjatycką kuchnię?
TCC: Z tym, że dziwne na pewno nie jest dobre. Jest dziwne, to prawda, ale przez to fajne. Warto eksperymentować i wychodzić poza schematy; mieszać smaki, zapachy, ale przede wszystkim bawić się tą różnorodnością. Chociażby faktem, że kumkwat to w Chinach takie nasze jabłko a balut smakuje jak nasza swojska kura z rosołu.



