W kinach – Tarzan. Blink-182 króluje na listach przebojów. Clinton stara się o prezydenturę, a wszyscy grają w Pokemony. Witamy ponownie w 2001 roku!
Gdy Nintendo wprowadziła na rynek grę Pokemon Go, polegającą na łapaniu tytułowych stworków w rozgrywce toczącej się w realnym świecie rejestrowanym kamerą telefonu, gra ta natychmiast po swojej premierze zaczęła zdobywać szczyty we wszystkich możliwych rankingach popularności, a akcje Nintendo w tydzień wzrosła aż o 77%. O Pokemonach czytamy dosłownie wszędzie. Ludzie łapią podczas jazdy samochodem, randek, zajęć, wizyt w muzeum. Wychodzą piętnaście razy dziennie na spacer z psami i tratują się podczas nocnych eskapad w parkach (jak to było w przypadku szukania rzadkiego Pokemona w Central Parku).
Tom Currie, 24-latek z Nowej Zelandii, tak mocno wczuł się w grę, że postanowił po 6 latach rzucić pracę, by mieć więcej czasu na bijące ostatnio rekordy popularności „Pokemon Go”. Jak przekonuje, chce przeżyć przygodę swojego życia.
Miłośnik Pokemonów wzbudził ogromne zainteresowanie, a także wzbudził sympatię u sporej części Nowozelandczyków, którzy po tym jak pojawił się w mediach, zaczęli mu pomagać podwożąc go za darmo w miejsca gdzie znajdują się rzadkie Pokemony. Do tej pory zwiedził już 6 miast podczas ponad 20 podróży. W sumie udało mu się złapać 90 Pokemonów z 151 dostępnych w jego kraju. Jego cel jest prosty – w ciągu dwóch miesięcy pragnie złapać wszystkie z możliwych w aplikacji. Co dalej? Jeszcze nie wie. Do pracy nie wróci na pewno. Może zajmie się sprzedażą zdobytych Pokemonów, lub zagra w kolejną grę wykorzystującą wirtualną rzeczywistość.




