Muzyka: The Bombay Royale

nmnkln

Quentin płakał, jak słuchał

Wyobrażacie sobie, co by było, gdyby Tarantino nakręcił film w stylu Bollywood? Dwa najbardziej szalone światy współczesnej kinematografii – ta mieszanka mogłaby być dla wielu zbyt wybuchowa. Zanim to jednak w ogóle nastąpi (a mocno w to wierzę), warto zwrócić oczy w stronę Australii. Właśnie tam bowiem powstał element, od którego mogłaby rozpocząć się taka układanka. Trochę generalizujemy, The Bombay Royale nie potrzebują Quentina, żeby się obronić, ale większość osób na widok słowa „Bollywood” zrezygnowałaby z czytania tego tekstu, a tym samym przegapiła jedną z lepszych płyt tego roku.

Wyprawa na wyspę Doktora Electrico to soundtrack do wyimaginowanego filmu gangsterskiego z lat 70. Zaczynamy na ulicy Bombaju albo New Delhi. Dziewczęta w sari tańcują, chłopy z wąsem świecą owłosioną klatą i złotym zębem. Klasyka. Potem jednak robi się coraz lepiej i nasi bohaterowie wcielają się w role rodem z filmu „Shaft”, a do symulowanych na gitarach sitarów dołącza złowrogi funkowy bas, kojarzący się z takimi mrokami jak The Budos Band. Żeby jednak nie było! Przez większość albumu panuje zabawowy prześmiewczy klimat. Dziwne wstawki (rżenie konia) kontrastują z iście dramatycznymi wrzaskami niczym z ulicznej awantury między klanami. Wszystko kąpie się w typowym dla Indii słodkawym romantycznym sosie i doprawione jest całkiem sutym bitem. Wydawałoby się, że takie danie może wywołać tylko niestrawność i uporczywą czkawkę. Tymczasem to, co po nim pozostaje, to te cholerne, niedające spokoju melodie grające w waszej głowie. [Michał Kropiński]

The Bombay Royale
„The Island of Dr Electrico”
Hope Street Records

Dodaj komentarz

-->