Miasto albo śmierć

Nowy Jork to ich mekka, Berlin przyciąga te bardziej drapieżne, ale i w Warszawie o nich głośno. Raniuszek, piecuszek i spółka zamieszkują wielkie miasta i gromadzą coraz większą publiczność. Miejscy obserwatorzy ptaków – tak jak i obiekty ich obserwacji – nie mają łatwo. Bo jak tu wyglądać na wyluzowanego, kiedy chodzisz po mieście z lornetką?

– Rozróżniasz gołębie? – pyta mnie Łukasz Witczak, miejski birdwatcher amator, z którym niedzielnym świtem łażę po nadwiślańskich krzakach. Jego pytanie jest tym bardziej zasadne, że chwilę wcześniej wykazałam się sporą ignorancją, gdyż nie rozpoznałam wrony. Wrony siwej, dokładnie rzecz ujmując. – Ten gołąb na gałęzi to nie jest gołąb miejski, to jest gołąb grzywacz, widzisz, ma białą obróżkę i jest smuklejszy. Trzyma się na dystans, co dla gołębi typowe nie jest. Te, które znamy, wywodzą się od gołębia skalnego, którego środowiskiem naturalnym były tereny skaliste, kaniony. Można więc założyć, że miasta gołębiom odpowiadają także dlatego, że przypominają im ich naturalne kamieniste środowisko – tłumaczy mi Łukasz. Mówi „także”, bo to, co miasto przede wszystkim ptakom ma do zaoferowania, to pożywienie. Wspomnianą wronę siwą widziałam w drodze na spotkanie z Łukaszem. Stała na ulicy i dojadała porzuconego przez wczorajszych imprezowiczów kebaba. Ot, miejska dieta. – W mieście jedzenie jest wszędzie. Tu porzucony kebab, tam rozrzucone frytki, lody na chodniku, okruchy na trawie. Leży na ulicach, wystaje ze śmietników – mówi mi Jacek Karczewski, prezes Stowarzyszenia Ptaki Polskie, którego pytam, jak życie w mieście wpływa na ptasią dietę. – Dokładnie tak samo jak na naszą. Dosłownie. dopiero niedawno zaczęliśmy myśleć o zdrowym żywieniu, slow foodzie. Długo byliśmy zachłyśnięci fast foodem. I wielu z nas wciąż jest na tym etapie i być może nigdy nie będzie na innym, bo jest to po prostu bardzo praktyczne. Gdyby ta wrona żyła gdzie indziej, to zamiast kebaba musiałaby poszukać dżdżownic albo innych tłustych robaków. Albo zabiłaby i zjadła czyjeś pisklę. Ale to wszystko wymagałoby sporej ilości czasu i sprytu. Wrona nie jest wegetarianką, ale nawet inne ptaki, np. wróbel czy gołąb, które normalnie byłyby w 100% wegetarianami, w mieście będą jadły kebaba. Ale dla nich to też junk food, na takiej diecie daleko nie dolecą.

IMG_2044

Raniuszek czy leniuszek
Ptaki nie żyją w miastach z lenistwa. Żyją w miastach, bo muszą się dostosować, żeby nie zginąć.– to jest tak – kontynuuje Jacek – była łąka, po której hasały sobie zajączki i sarenki, śpiewały trznadle i pliszki żółte. A na zimę, jak co roku, odlatywały, tyle że jak wróciły, na ich łące stało już wielkie centrum handlowe z betonowym parkingiem, który zajął tych kilka hektarów, na których ptaki żyły przez lata. To jest obrazek, ale on się wciąż powtarza. Ptaki mają więc wybór: nauczę się żyć w mieście albo nie będę żyć wcale. Niektóre szukają nowego siedliska, ale większość woli pozostać na swoim terenie, bo zaczynanie od nowa w innym miejscu to ogromne ryzyko.
– . Pustułka. Bardzo fajny ptak. Ta poluje, zobacz, zawisła – Łukasz pokazuje mi ptaka, który dosłownie wisi w powietrzu. –Pustułka to sokół, a sokoły mają świetny wzrok. My byśmy raczej nie zobaczyli myszy z tej odległości. Widywałem tu kiedyś regularnie taką bardzo fajną parę pustułek. Raz widziałem, jak jedna z nich obżerała się gryzoniem na gałęzi. Cieszyłem się razem z nią – dopowiada. Pustułkę spotkaliśmy nad Wisłą, w bliskim sąsiedztwie Stadionu Narodowego, ale drapieżniki w miastach raczej się nie osiedlają. Przynajmniej nie w naszych, bo w Berlinie żyje całkiem spora populacja jastrzębia, o krogulcu nawet nie wspominając. Gnieżdżą się tam nawet myszołowy, które potrzebują więcej przestrzeni. Dlaczego Berlin? – pytam Jacka Karczewskiego. – Dlatego że Berlin jest bardzo zielonym miastem. W przeciwieństwie do polskich miast utrzymywany jest w sposób przyjazny przyrodzie, a przez to ludziom. W Berlinie nie ma obsesji pielęgnacji drzew polegającej na ich obcinaniu, aż zostają same skazane na śmierć kikuty. W Berlinie nie ma obsesji usuwania liści, bo dzięki tym liściom oddychamy – one dosłownie produkują tlen. Nie ma obsesji betonowania wszystkiego, wykładania każdego trawnika kostką, bo otwarta ziemia jest potrzebna – chociażby po to, żeby uchronić miasto przed gwałtownymi powodziami, które coraz częściej, nie przez przypadek, nawiedzają nasze miasta. Berlin świadomie prowadzi taką politykę, bo jest to tańsze w sensie ekonomicznym i zdrowsze w sensie społecznym – odpowiada.

Wilga robi spacer
– A nie, to tylko drzewo skrzypi – mówi Łukasz po chwili skupionego nasłuchiwania. – Czasem czuję się jak osoba uzależniona od telefonu, która ciągle słyszy dzwonek. O, a to jest drozd śpiewak, brzmi trochę jak alarm samochodowy. Mam wrażenie, że te miejskie drozdy trochę go imitują. Choć nie twierdzę, że to alarm był pierwszy – dodaje. Ptaki w mieście odzywają się głośniej. Badania przeprowadzane w Berlinie pokazały, że tamtejsze słowiki są o kilka decybeli głośniejsze od tych dziko żyjących. Łukasz chodzi z lornetką po mieście rzadko. Trochę się boi ludzkich spojrzeń, bo w tym hobby jest coś wstydliwego. „Stoisz z lornetką. Jesteś bezbronny. Patrzysz na coś, czego inni nie widzą, a wszyscy wokół patrzą na ciebie. Nie ma sposobu, by wyglądać na luzaka, sprawiać wrażenie osoby eleganckiej, posiadającej dystans do świata”. Tak o swoim ptasim hobby mówi pisarz Jonathan Franzen, od ponad dziesięciu lat birdwatcher. Franzen mieszka koło Central Parku, gdzie między początkiem kwietnia a końcem maja, a potem we wrześniu i październiku (wiosenne i jesienne migracje) można obserwować ponad 200 gatunków ptaków – to mniej więcej jedna czwarta wszystkich gatunków żyjących obecnie w USA. – W Ameryce żyją zupełnie inne gatunki ptaków niż u nas, więc jak zobaczę wszystkie, mogę kupić bilet i zacząć od nowa – mówi Łukasz, chociaż nie jest ptasiarzem o zacięciu kolekcjonerskim. A takich nie brakuje – birdwatching wyczynowy, czyli twitching, polega na „zaliczaniu” najrzadszych gatunków – twitcher wybiera się na obserwację dopiero wtedy, gdy otrzyma sprawdzoną informację o miejscu przebywania osobnika danego gatunku. Może w tym celu odbyć nawet bardzo daleką podroż, żeby tylko dodać go do „kolekcji”). Łukasz chciałby dziś zobaczyć wilgę. Wilga robi spacer.

patki3

Ptak dobrze zaprojektowany
Ptaki obserwuje od dwóch lat. – To jest przecież świat, który mnie otacza. Bezpośrednio. Wypadałoby go chociaż umieć nazwać – pomyślałem sobie któregoś dnia – zdradza Łukasz. Zaczął sam. Kupił przewodnik, zapisał się na warsztaty organizowane przez Ptaki Polskie w jego osiedlowej bibliotece na Pradze. Zajęcia teoretyczne, a potem wycieczka na Wyspy Zawadowskie, gdzie na plaży gniazdują mewy. Ma tu stanąć most Południowy, co się mewom pewnie nie spodoba. – Okazało się, że bardzo niewiele trzeba, żeby odkryć jakiś całkiem nowy i egzotyczny świat. Zdajesz sobie nagle sprawę, że jest cała warstwa rzeczywistości, na którą byłaś ślepa. Rozwiązuje się worek, a z niego wylatuje tysiąc pięknych stworzeń – mówi Łukasz, który wął też udział w nocy sów zorganizowanej przez Ptaki Polskie. Pojechali nad Biebrzę do Goniądza. W nocy poszli w las. Przewodnik kazał stać nieruchomo i nie wydawać dźwięków. – Jakby ktoś nas w tym lesie zobaczył, 40 osób stojących nieruchowo w jednym miejscu w środku nocy, to mógłby nie przeżyć – śmieje się Łukasz. Niestety, podczas nocy sów usłyszeli tylko psy. tym jak kupił sobie przewodnik, zaczęły mu się śnić ptaki. Ale nie te, które widziałem w przewodniku albo na żywo. Takie zaprojektowane przez niego. Bo to, co Łukasz w ptakach ceni najbardziej, to właśnie dobry dizajn. – ę ptaki, które są ładne. Nie uważam, żebyśmy się czegoś mieli od ptaków uczyć. Nie mam do nich emocjonalnego stosunku. No dobra, jak obserwowałem te pustułki, o których ci opowiadałem, miałem trochę takie poczucie, że jesteśmy kumplami. Ale ja ptaków nie uczłowieczam, mam świadomość, że obserwuję dziką przyrodę. Ptaki należy chronić, ale głównie dlatego, żeby nie rozpieprzać tego misternie skonstruowanego ekosystemu. Przez nas ptaki tracą miejsca lęgowe i warunki do życia. Poza tym powody są egoistyczne. Ta różnorodność jest piękna, dostarcza nam estetycznej przyjemności. Ok, miewam momenty zachwytu tym, co widzę, i poczucie jakiejś tajemnicy za tym stojącej. Ale dla mnie ptaki są przede wszystkim ładne. Weźmy taką srokę. Jakby na nią spojrzeć w kategoriach dobrego dizajnu, to jedna z najlepiej zaprojektowanych rzeczy w mieście. Każda ulica będzie ładniejsza, jeśli postawić na niej srokę – dopowiada.

Zespół deficytu natury
– Nasz mózg zupełnie inaczej funkcjonuje, gdy jesteśmy otoczeni równo poprzycinanymi tujami okalającymi hektary kostki bauma, a inaczej, kiedy obcujemy z naturą, tą żywą i dziką, a na taką w miastach też jest miejsce – przekonuje Jacek Karczewski, z wykształcenia psycholog. – Natura jest estetką, a nasza estetyka jest kompletnie szokująca nie tylko dla natury, ale i dla całej północno-zachodniej Europy – dodaje. Miasta takie jak Berlin czy Sztokholm słyną z dzikiego życia. Jako psycholog Jacek interesuje się też zjawiskami społecznymi i zawsze dziwiło go, jak bardzo oddaliliśmy się od przyrody. –Żyjemy w czasach, w których każdy wie, jakiego koloru majtki założyła Edyta Górniak, a mało kto potrafi odróżnić lipę od dębu czy wróbla od niewróbla – mówi. I dodaje, że w krajach anglosaskich i skandynawskich trwają badania nad nowym zjawiskiem społecznym, który można już nazwać jednostką chorobową: zespół deficytu natury. Okazuje się, że brak kontaktu z naturą, nie tylko w miastach, ale i na wsiach, gdzie wszystko jest coraz bardziej zautomatyzowane, bardzo mocno przekłada się na odporność zdrowotną (zapadalność na różne choroby, otyłość), zachowania prospołeczne i antyspołeczne (przestępczość), stan psychiczny, stan intelektualny. – My kontaktu z przyrodą po prostu potrzebujemy. Oprócz powietrza i wody, które natura nam daje, czerpiemy z niej dużo więcej – podsumowuje.

ptaki2

– Tu kiedyś wszędzie były ogródki działkowe, takie na dziko stawiane – mówi mi Łukasz o miejscu, po którym spacerujemy. – Nadal rosną tu różne drzewa owocowe, czasem sobie jabłko zerwę – dodaje. Zdaniem Łukasza patrzenie na przyrodę jest kojące. – Widzisz stworzenie, które robi dokładnie to, do czego zostało stworzone. Może tego właśnie człowiekowi brakuje w życiu? Zawsze się zastanawiamy, co powinniśmy robić, w czym się spełniać. A w ptasim świecie wszystko jest naturalne i celowe. Choć nie sielskie, bo to są jednak dzikie istoty, które walczą o przeżycie. Jak chcesz obserwować przyrodę w mieście, to masz do wybory ptaki albo szczury. Czekaj. Słyszysz? To kos czy wilga? Wilga! – Łukasz podaje mi lornetkę. Faktycznie, ładniejsza od szczura.

Dodaj komentarz

-->