Karolina Breguła. Ta rzeźba chce zadać pytanie

Na środku skweru, w cichym, tajwańskim miasteczku, rośnie wielki krzak. Starsi mieszkańcy mówią, że w jego gęstwinie kryje się zapomniana rzeźba. Pewnego dnia zaczynają dobiegać od niej zadziwiające dźwięki. Rzeźba śpiewa: – Chcę zadać wam pytanie. – Zjawisko fascynuje, ale i przeraża lokalną społeczność. – Śpiew może i piękny, ale z jakiej racji rzeźba ma nam zadawać pytania? – niepokoi się jedna z bohaterek. Jej sąsiad radzi, by słuchać samej melodii. – Pytanie? Jakby chciała zadać, będę zagłuszał. – Niedługo potem spontanicznie utworzony komitet przeciwników śpiewającej rzeźby przechodzi do ofensywy. Rusza pochód oburzonych, gotowych bronić się przed pytaniem – i nic nie szkodzi, że jakoś ciągle ono nie pada.

Tych kilka scen ze „Skweru”, instalacji filmowej Karoliny Breguły (w Królikarni do 27.05), daje do myślenia. Wystawę ogląda się w częściach, na dziewięciu ekranach, pomiędzy którymi chodzi się boso po wyściełanych wykładziną i wyłożonych poduchami wyciemnionych salach. Na koniec na zwiedzających czekają babcine fotele, herbatka z tajwańskich szklaneczek i… zestaw lektur, m.in. „Rok 1984” Orwella i relacje z Holokaustu. To ostatnia szansa dla tych, którzy dali się zwieść przyjemnej, domowej otoczce i nie zrozumieli przesłania wystawy. Bo „Skwer” to przede wszystkim opowieść o naszym sumieniu – indywidualnym i zbiorowym, sumieniu jakiejś wspólnoty.

– Sztuka ma moc przypominania ludziom o rzeczach, o których woleliby nie rozmawiać – mówi Breguła – Niektóre sprawy są dla nas niewygodne, więc udajemy że ich nie ma. Ale im bardziej o nich nie mówimy, tym bardziej one są. I potrafią nam wiele zepsuć jeśli ich nie przerobimy.

Instalacje i filmy Breguły wystawiano w galeriach na całym świecie, m.in. w Nowym Jorku, Berlinie, Seulu, Göteborgu, a także na festiwalach filmowych w Londynie, Marsylii i Gdyni. Pracuje bez ustanku – nim skończy jeden projekt, zaczyna trzy kolejne.

Zanim zajęła się sztuką, próbowała studiować anglistykę. Szybko zorientowała się jednak, że to nie dla niej, przeniosła się na fotografię, która ciekawiła ją od dzieciństwa. Później nadeszła fascynacja filmem. Rozgłos przyniosła jej pierwsza w Polsce społeczno-artystyczna kampania z 2003 r. „Niech nas zobaczą”, mająca przeciwdziałać homofobii. Breguła sfotografowała jednopłciowe pary trzymające się za ręce, a zdjęcia trafiły na billboardy w całym kraju. Kontrowersje, jakie wywołał projekt, przypominają odruchy oburzenia wobec śpiewu rzeźby.

Akcja „Niech nas zobaczą” skierowana była do szerokiej, przypadkowej publiczności. „Skwer” w Królikarni trafia do węższego grona odbiorców. Ciągle jednak jest szansa na dotarcie do widza „przypadkowego”, i to rzeczywiście na wystawie widać. Pałac, w którym mieści się galeria otacza piękny park, w gorące dni pełen spacerowiczów. Część ludzi wchodzi na wystawę spontanicznie, bo zrobiło im się za ciepło na słońcu albo zaintrygował ich kolorowy plakat autorstwa tajwańskiego mistrza malowanych plakatów, Yen-Fa Yana.

W polskich wątkach „Skweru” pojawia się sama artystka, w stylizacji zagubionej księżniczki. Cała w koronkach, w plastikowej koronie na głowie i ze świeżo pomalowanymi paznokciami, z rozpaczą w głosie przyznaje się do własnej bezradności. – Chciałabym robić coś ważnego. Coś, co nas wszystkich przebudzi. Ale nie wiem, co by to mogło być. – Jej bajkowa postać zachłystuje się powietrzem po szaleńczym biegu przez azjatyckie targowisko na Bakalarskiej, na przemian płacze i krzyczy. Za czym i po co biegnie księżniczka, a może przed czym ucieka – tego możemy się tylko domyślać.

– To jest jakiś rodzaj performensu, oczywiście. – komentuje Breguła – Ale bierze się z moich prawdziwych niepokojów i prawdziwych nerwów, bólu i zagubienia. Tymi koronkami próbuję opowiedzieć o postawie, którą obserwuję u siebie i u wielu ludzi wokół mnie. Moja bohaterka histerycznie pragnie zrobić coś pożytecznego, coś co naprawi świat. Jednak to intensywne pragnienie pochłania całą jej energię, której nie starcza już na żadne sensowne działanie. W pierwszej, tajwańskiej części filmu opowiadam o niezadowoleniu wobec niewygodnych pytań, które ktoś nam chce zadać, nieumiejętności konfrontacji z tym, co w naszej społeczności jest złe, o narastającej nienawiści. W drugiej, polskiej części, próbuję pokazać, jak sama czuję się wobec tych problemów u nas w Polsce. A czuję się źle i, jak wielu ludzi dzisiaj, nie wiem jak sobie z tym radzić. Jestem jak moja filmowa księżniczka. Chcę coś robić, ale nie wiem co. 

Na pytanie, czy sztuka działa, Breguła odpowiada, że nie wie. – Nie przesadzałabym z wiarą, że sztuka coś za nas załatwi. To ludzie zmieniają świat, nie sztuka. Sztuka może stworzyć im tylko kawałek przestrzeni do namysłu. Może im „chcieć zadać pytanie”. 

Dodaj komentarz

-->