#BoskaKolonia
Nicolas Presl
Lokator
A!A!A!A!
Europa doby wczesnego kolonializmu. Bogaty młodzieniec kupuje domowy ołtarzyk przedstawiający ukrzyżowanie, raj i piekło. Panicz ma wizję potępienia, a postacie z ołtarzyka do złudzenia przypominają mu ojca i jego samego… Już sam tytuł zakreśla ramy topiki i interpretacji, nawiązując dość dosłownie do #BoskiejKomedii Dantego.
W #BoskiejKolonii Nicolasa Presla mężczyzna o rzymskim profilu, z laurem na głowie, jest przewodnikiem głównego bohatera po piekle. Nie zabiera go jednak tam, gdzie diabły smażą w kotłach ludzi, ale w podróż w czasie. Obaj są świadkami wydarzeń historycznych, od antycznych rzezi, przez krucjaty, po obozy koncentracyjne. Teodycea #Presla jest zatem oczywista: nie szatan, nie złe moce, ale ludzie ludziom zgotowali taki los. Prawdziwe piekło jest na ziemi. #Presl prowadzi narrację na dwóch przeplatających się i organicznie połączonych płaszczyznach.
Drugi wątek traktuje o inicjacji. Młody arystokrata jest bogobojny i pełen ideałów. Nie zna świata, bo dopiero wchodzi w dorosłość, a wychowywał się pod troskliwą opieką bogatych rodziców. Wyprawa do Nowego Świata pozwoli mu odkryć nie tylko inność, odmienność, seksualność i złożoność otaczającej rzeczywistości, ale przede wszystkim samego siebie. To w konfrontacji z innymi ludźmi, obyczajami i moralnością będzie mógł określić się jako człowiek i mężczyzna. Nie trudno się domyślić, że nie obejdzie się bez rzezi dzikusów. Taki jest przecież świat, taki jest człowiek i takie jest piekło. Komiks jest niemy, dzięki czemu przekaz jest skondensowany i bardziej sugestywny. #Presl rysuje odrealnioną, karykaturalną kreską, podkreślając tym samym ułomność i wynaturzenie świata. In minus trzeba zapisać, że „Boska kolonia” niespecjalnie wciąga i miejscami jest zbyt oczywisty.
