Dla psów, do spania i do kotleta. Dziwne koncerty
Wchodzicie do klubu. Zostawiacie płaszcz w szatni. Dopychacie się do baru po #piwo. Przedostajecie się pod scenę tylko po to, żeby zaraz przed koncertem pójść do toalety i przepychać się od nowa. Na scenę wchodzi czterech chłopaków z grzywkami i chwyta za instrumenty. No właśnie, niekoniecznie tak musi być. Są koncerty, na które lepiej zamiast zatyczek do uszu i aparatu fotograficznego zabrać pościel, sztućce lub… swojego #psa.
