Miejska przygoda: woda

– Wisła jest zajebistym akwenem – mówi Ivan Piotr Ivanow, animator kultury wiślanej. – Jest kapryśna, trzeba mieć do niej cierpliwość, ale jest piękna, a przez swoją zmienność nigdy się nie nudzi.

Ivan najpierw chce mnie przewieźć łódką po Wiśle, żebym zobaczyła, jaka jest piękna. Siąpi jesienny deszcz i jakoś nie mam ochoty, ale opowiada o niej tak, że wierzę w każde jego słowo.

Ivan z Wisłą zna się od liceum. Był niezbyt pilnym uczniem, zamiast w szkole na Nowym Mieście spędzał czas, imprezując nad Wisłą. – Już wtedy kojarzyła mi się z wolnością – tłumaczy. –  To był teren trochę tajemniczy, nieznany, chociaż w środku miasta. No i nie było tam policji.

2

W 2010 r., kiedy studiował produkcję na łódzkiej filmówce, szukał tematu na film. Spotkał się z kolegą z liceum, który opowiedział mu, że ma kryzys, zdobył więc skądś łódkę pychówkę i będzie sobie tą łódką płynął z Warszawy jak najdalej, aż do morza. Ivan razem z kolegą Krzyśkiem Dziomdziorą postanowili wyruszyć z nim i nakręcić o tym film. I w ten sposób właściwie w dwa miesiące powstał film „Wszystko płynie”. To wtedy Ivan po raz pierwszy znalazł się na Wiśle.  Po filmowej przygodzie wiedział już, że chce mieć łódkę i pływać.

I tak też się stało. Ivan mieszka na Żoliborzu, samochodem 15 minut jedzie do Pomostu 511, tam wskakuje na łódkę i po kolejnym kwadransie jest już w totalnej dziczy, no może nie totalnej, bo czasem jakiegoś wędkarza jednak spotka.

Na Wiśle najlepiej pływa się pychówkami, bo to płytka rzeka. – Wisła jest zajebistym akwenem – zachwyca się Ivan. – Jest kapryśna, trzeba mieć do niej cierpliwość, ale jest piękna, a przez swoją zmienność nigdy się nie nudzi, cały czas żyje, pracuje.

Co roku wiosną wypływa z Warszawy, płynie na Wyspy Zawadowskie i na nowo uczy się, jak tam się poruszać, bo przez zimę wszystko się pozmieniało – były duże wyspy, całe porośnięte drzewami, a teraz ich nie ma. Wisła w Warszawie jest zwężona, poza miastem płynie szerokim nurtem, rozlewa się, tworzy wyspy, łachy – totalnie piaszczyste jak Fuerteventura albo lesiste, porośnięte drzewami. Przybijasz do takiej wyspy i na chwilę jest to twoja wyspa, cumujesz, rozpalasz ognisko. Jest też czysta i spokojnie można się w rzece kąpać, wbrew miejskim legendom o ściekach i toksynach.

3

Film „Wszystko płynie” odniósł spory sukces jak na niezależną produkcję nakręconą aparatami, których wtedy nikt w Polsce poważnie nie traktował. Trafił nawet do kin. Niestety, Ivanowi nie udało się na tym projekcie zarobić. Skończył z długiem. – Traktowałem ten film nie tylko jako film, ale jako cały ruch, powstała fundacja „Wszystko płynie”, miała swój kontener w klubie Miasto Cypel – wspomina Ivan. – Mieliśmy kino letnie, organizowaliśmy imprezy, pływaliśmy łódkami. Spędziliśmy tam sezon i stwierdziliśmy, że powinniśmy sami otworzyć coś nad Wisłą. Ja koniecznie chciałem mieć przystań, mój wspólnik potrzebował bardziej imprezowych klimatów. To mało być takie małe przedsięwzięcie, żeby się odkuć finansowo.

Powstała jedna z największych miejscówek nad Wisłą, Pomost 511. Imprezy, koncerty, kino, był nawet teatr nad Wisłą, na spektakle przycho
dziło ponad 1000 osób.  No i co najważniejsze, odpalili Flotę 511. – Chodziło nam o to, żeby zwrócić uwagę ludzi na Wisłę – wyjaśnia Ivan. – Brzegi warszawiacy już odkryli, ale na samej Wiśle wciąż dzieje się niewiele.

Wcześniej Ivan zabierał ludzi na dłuższe rejsy, ale to była raczej niszowa rzecz. Tym razem wymyślił, że stworzy regularne kursy – Pomost 511 – plaża pod mostem Poniatowskiego – Plac Zabaw/Barka i z powrotem.

4

Mają dwie łodzie: „Zissou” i „Nieuchwytny”, sternicy byli ubrani w kolory floty. Ivan jest fanem Wesa Andersona, inspirował się filmem „Podwodne życie ze Stevem Zissou”. Pomysł wypalił, również dzięki miejskiemu wsparciu – kurs łódką kosztował tylko pięć złotych. Wypożyczali warszawiakom także kajaki i SUP-y, czyli deski surfingowe z wiosłem. Na początku ludzie byli tylko zaciekawieni, pod koniec były takie dni, kiedy do łódek stały kolejki.

Ivan zainteresował się także konstrukcją wiślanych łodzi zwanych „półbatami” – płaskodennych drewnianych łódek, które pływają po Wiśle od setek lat, od XV-XVI wieku. „Zissou” kupił od szkutnika, ale postanowił dostosować ją do swoich potrzeb – zeszlifował ją, zmienił jej kształt, wzmocnił, zaimpregnował. Całą zimę spędził w szkutni. „Nieuchwytny” to z kolei znana warszawska łódź zakupiona od Przemka Paska z fundacji Ja Wisła.  Też wymagała totalnego remontu.

Teraz, kiedy Pomost 511 odniósł sukces, Ivan na wiosnę chce zacząć pracować nad kolejnym projektem filmowym. – Film nie będzie o Wiśle – zapowiada. – Chociaż na pewno przemycę w nim jakiś wiślany wątek. Spędzam tu tyle czasu, że teraz mógłbym opowiedzieć dużo więcej niż we „Wszystko płynie”.

 

 

Dodaj komentarz

-->