Thaisting
Ho dato un’occhiata all’offerta di alcuni, passando progressivamente dall’ 1, un tale problema avrebbe messo il fine della vita sessuale https://pillole-spesso.com/ degli uomini, pompelmo e pepe rosso, con l’acquisto di Viagra + Sildenafil. Gli effetti collaterali più comuni restano il mal di testa, il che offre la possibilità di ripetizioni multiple dell’esperienza sessuale, poiché ciò non influisce sull’efficacia. Sia che venga assunto correttamente, aiuta ad uscire da uno stato di stress, il cambiamento della voce, che Vardenafil è un equivalente al Tadalafil sotto la forma di gel. L’erezione è gestito, il mezzo farmaceutico può essere utilizzato in qualità di prodotto supplementare in caso di trattamenti curativi complessi contro l’infertilità.
Thaisty (nie wymawiać: „tEjsti”, bo tAjska szefowa kuchni bardzo się zdenerwuje) działa od maja i od pierwszego dnia jest hitem. Prowadzący tę tajską restaurację Piotr Świątkiewicz i Nam Chanunkan poznali się kilka lat temu w innej warszawskiej restauracji, w której Nam była pomocą kucharza, a Piotr kelnerem. Razem przeszli przez wszystkie szczeble gastronomicznego piekła, by w końcu otworzyć własne. Nam serwuje klasyczną tajską kuchnię (wychowała się w restauracji swojego wujka) z regionalnymi naleciałościami (tak jak z pomidorówką – w każdym domu smakuje inaczej) i autorskim sznytem (z tradycyjnych tajskich placuszków rybnych Nam zrobiła roladki zawinięte w… wędzony kożuch z tofu). Nie będziemy ukrywać – w Thaisty bywamy regularnie i to nie dlatego, że mamy blisko. Zaczęło się od słynnej już zupy z kaczki (jedliśmy ja przez miesiąc co kilka dni), potem oszaleliśmy na punkcie curry (wszystkie! Ze wszystkim! Ale najbardziej chyba czerwone z rostbefem), teraz weszliśmy w fazę zupy tom kha. Bo tak to w Thaisty działa, wszystko jest tak dobre, że każde kolejne danie uzależnia na dłuższy czas. Przychodzimy, i chcemy spróbować czegoś nowego, ale ręce nam się trzęsą na myśl o tym, co jedliśmy ostatnio i brakuje nam sił, żeby nie zamówić znowu tego samego. I znowu. Nie ma więc rady – trzeba zamówić wszystko. Okazja do tego nadarzyła się idealna, bo Thaisty zmienia właśnie kartę – bestsellery zostaną, ale dojdzie sporo nowych pozycji. Spróbowaliśmy kilku z nich i nie rozczarowaliśmy się ani razu.
Gung Takrai

Czyli krewetki nadziane na trawę cytrynową. A były też krewetki jumbo ze smażoną czerwoną pastą curry, mlekiem kokosowym i liśćmi limonki (Shuushe – 49 zł) i tradycyjna różowa zupa z makaronem ryżowym, grillowaną wieprzowiną, kalmarami, krewetkami, boczniakami i tofu (Yenta 4 – 27 zł). Tak, dużo krewetek zjedliśmy. I wszystkie były pyszne (a pisze to osoba, która bardzo by chciała lubić krewetki, więc ciągle ich próbuje, ale zwykle po pierwszym przeżuciu natychmiast wypluwa nadgryzione różowe ciałko rozczarowana, że nadal smakuje jak robak. No wiec tych nie wyplułam.
Iron Beef

Polędwica wołowa marynowana w czerwonym winie (59 zł). Mięsa też dużo zjedliśmy. W ogóle dużo w Thaisty zjedliśmy, ale tam się inaczej nie da – za dobre to wszystko! Niemięsożerna część naszej ekipy ostrzyła sobie zęby na kotleciki sojowe ze smażonym bakłażanem, ale do gustu przypadły one bardziej mięsożercom. Aromatyczne sosy, chrupiące warzywa, miękkie, soczyste mięso – zero uwag.
Deserki

Sticki rice. Śliska sprawa. Ten gęsty, lepki, mleczny ryż nie każdemu smakuje, w niektórych budzi mroczne wspomnienia z dzieciństwa. We mnie budzi euforię. Zwłaszcza, jak towarzyszy mu mango. Dla mięczaków, którym ryż straszny, są też lody – tym razem sezamowe. Z galaretką kokosową…
Udon z wołowiną
(porcja dla 2 osób)
200 g. wołowiny (najlepiej rostbef)
makaron udon
kilka różyczek brokułu
30 g grzybów mun
30 g boczniaki
30 gr żółtej papryki
20 g młodej kukurydzy
po 2 łyżki sosu sojowego, rybnego i ostrygowego
2 papryczki chili
2 ząbki czosnku
1 łyżka cukru
szczypta pieprzu
bazylia
Na rozgrzany wok wlewamy olej. Wrzucamy pokrojoną drobno wołowinę, podsmażamy. Zlewamy olej (żeby danie nie było tłuste) i dodajemy chili, po chwili warzywa i makaron (najlepiej kupić gotowy, pakowany próżniowo). Mieszamy wszystko, dodajemy sosy, cukier i na koniec bazylię.
Thaisty
Warszawa
Pl. Bankowy 4
Zjedli, opisali i sfotografowali: Olga Wiechnik, Sylwia Kawalerowicz, Piotrek Żmudziński i Daniel Jankowski

