Niejedno imię Miłości
Sprawa z miłością jest skomplikowana. Nie tylko z tą zwykłą, ale i tą z Kredytowej. Bo Miłość niejedno ma imię. Jest barem, klubem, restauracją, księgarnią (swoją filię ma tu SuperSalon), brunchownią, a od czasu do czasu i klubem dyskusyjnym. Taki modny konglomerat. W dodatku bardzo elegancko zaprojektowany – ściana za didżejką wygląda jak ożywiona fototapeta – wiją się po niej zielone roślinne sploty, na suficie wyginają się niczym zorza polarna papierowe fale. Efekt jest.
Miłość to miejsce z ambicjami. Jak na razie poznaliśmy jedno oblicze Miłości – kulinarne. Przy małych kawowych stoliczkach, swoją drogą niespecjalnie nadających się do bardziej rozpasanej konsumpcji, zasiedliśmy dwa razy. Raz wylądowaliśmy pod zieloną ścianą w porze brunchowej, drugi raz wpadliśmy na lunch. Raz było dobrze, raz źle. Brunch trzeba przyznać jest prima sort – wypiekane na miejscu pieczywo, wegańskie pasty, serki, jajecznica smażona za didżejką, wszystko pyszka. Można polecać znajomym.
Po tym ze wszech miar miłym doświadczeniu lunch, na który trafiliśmy jakiś czas później, bardzo nas rozczarował. Łososia w zapiekance szukaliśmy, bo nie byliśmy pewni, czy jest. Ziemniaczki opisane jako „chrupkie” były gumowate, sałatka z kurczakiem została wzbogacona o koszmarne, zimne, tłuste i nieświeże grzanki oraz masę boczku, o którym w karcie nie ma ani słowa. Trochę się boję o tym pisać, bo czujny menadżer, obdarzony chyba słuchem absolutnym, bezwzględnie wyławia głosy rozczarowania – podczas naszej wizyty dopadł ekipę przy stoliku obok i groźnym tonem zapytał: „Komu nie smakowało?”, przypominając trochę moją panią ze stołówki w zerówce. Tak samo jak wtedy, nikt się nie chciał przyznać. W końcu znaleziono winnego, a po nim do niezadowolenia przyznała się prawie cała reszta towarzystwa. Menadżer nie wyglądał na przekonanego ich argumentami. My zaś, wychodząc, usłyszeliśmy niestety niewybredne, kierowane pod adresem gości komentarze podające w wątpliwość ich kompetencje kulinarne. Słabo. Jeśli już się komentuje zachowania klientów, warto się upewnić, że tego nie usłyszą. Wracając jednak do jedzenia. Być może źle wybraliśmy, być może kucharz miał słabszy dzień, ale nie pokochaliśmy restauracyjnego oblicza Miłości. Ale chętnie (co prawda pewnie w kamuflażu) wrócimy na niedzielny brunch.
Miłość
ul. Kredytowa 9


