Tajlandia zmienia zasady gry. Skrócenie pobytu bezwizowego do 30 dni, wprowadzenie nowych opłat obowiązkowych i likwidacja dłuższych pobytów na wizach turystycznych – to plany tajlandzkiego rządu, by zadbać o poprawę bezpieczeństwa i jakość usług. Czy to oznacza koniec turystycznego i inwestycyjnego raju dla Polaków?
Przez lata Tajlandia uchodziła za symbol turystycznej wolności. 60-dniowe pobyty bez wizy, brak większych formalności przy przekroczeniu granicy, a do tego stosunkowo niskie koszty życia przyciągały miliony podróżnych z całego świata. Szacuje się, że tylko w 2025 roku kraj odwiedziło ponad 235 tys. turystów z Polski, co oznacza niemal dwukrotny wzrost z ciągu zaledwie dwóch lat, i potwierdza rosnące zainteresowanie tym rynkiem także w kontekście inwestycji. Wkrótce jednak może się to zmienić, bo władze kraju przygotowują zmiany, które mogą wyraźnie ograniczyć dostępność „tajskiego raju” – przynajmniej w dotychczasowej formie. Rząd stawia sprawę jasno. Będzie liczyć się jakość, a nie ilość turystów. Co to oznacza w praktyce? Ministerstwo Turystyki i Sportu zapowiada m.in. skrócenie pobytu bezwizowego z 60 do 30 dni, wprowadzenie opłaty wjazdowej w wysokości 300 batów tajskich (ok. 35 zł) oraz ograniczenie możliwości przedłużania pobytów na wizach turystycznych. Te plany mają nie tylko zwiększyć wpływy do budżetu państwa, ale przede wszystkim uporządkować rynek pracy.

– Chodzi o ograniczenie nadużyć, szczególnie w kontekście nielegalnej pracy obcokrajowców – tłumaczy Martin Phillips, ekspert rynku nieruchomości z Phuket Plus, firmy deweloperskiej będącej liderem sprzedaży apartamentów inwestycyjnych w Tajlandii. – Jednocześnie Tajlandia chce przyciągać ludzi, którzy realnie wydają pieniądze i inwestują, a tym samym wzmacniają gospodarkę, a nie tylko korzystają z niskich kosztów życia. Dla takich osób istnieje szereg innych rozwiązań wizowych, które pozwalają na znacznie dłuższy pobyt w Tajlandii. Doskonałym przykładem jest wiza DTV, udzielana na 5 lat i pozwalająca jednorazowo przebywać w Tajlandii przez 180 dni. Wiza jest przeznaczona dla osób pracujących dla zagranicznych pracodawców lub freelancerów. Wymogi? Ukończone 20 lat, brak historii poważnych przekroczeń terminu pobytu i udokumentowane aktywa w wysokości co najmniej 500 tys. tajskich batów (ok. 56 tys. złotych) – dodaje.
Zmiana podejścia do turystyki dobrze wpisuje się w to, co już dzieje się na miejscu, szczególnie na Phuket. Wyspa, która przez lata była typowo wakacyjnym kierunkiem, dziś przechodzi wyraźną transformację. Rynek nieruchomości rozwija się dynamicznie i jest napędzany nie tylko przez turystów, lecz także przez zagranicznych inwestorów. Coraz więcej osób bowiem traktuje Phuket nie jako miejsce na krótki urlop, ale jako drugi dom lub bezpieczną przystań dla swojego kapitału.
– Mamy do czynienia z bardzo silnym, całorocznym popytem na wynajem, a sezon wysoki, między listopadem a końcem marca, tylko go wzmacnia. Do tego dochodzi rosnące zainteresowanie inwestorów z Europy, którzy szukają wyższych stóp zwrotu niż na dojrzałych rynkach – podkreśla Martin Phillips.
I rzeczywiście, liczby robią wrażenie. Średnia rentowność inwestycji w apartamenty na wynajem wynosi około 6-7% rocznie, choć w niektórych projektach sięga ona nawet 9-10%. Dużą rolę odgrywa tu model, w którym nieruchomości funkcjonują niemal jak hotele, oferując pełną obsługę i wysoki standard.
Co istotne, obecnie tajlandzkie prawo pozwala na krótkoterminowy wynajem tylko w obiektach z licencją hotelową. Planowane zmiany wizowe mogą jeszcze wyraźniej przyspieszyć ten trend. Krótsze pobyty i brak możliwości ich łatwego przedłużania sprawią, że trudniej będzie „żyć na wizach”, czyli przebywać w Tajlandii przez długi czas bez stałego statusu. W efekcie większego znaczenia nabiorą legalne i bardziej stabilne formy obecności w kraju, takie jak praca, długoterminowe wizy czy właśnie inwestowanie.
– Phuket przestaje być wyłącznie destynacją wakacyjną. To coraz bardziej dojrzały rynek, który przyciąga świadomych inwestorów i osoby szukające stabilności, a także młodych ludzi, którzy chcą dobrze ulokować swoje oszczędności. 60% naszych kupujących to właśnie Polacy – mówi ekspert Phuket Plus.
Dlaczego Polacy mimo zapowiadanych zmian wciąż chcą kupować mieszkania w Tajlandii? Sytuacja globalna nie pozostaje bez wpływu. Niepewność na Bliskim Wschodzie czy nasycenie rynków, m.in. w Hiszpanii i Portugalii sprawiają, że Phuket staje się atrakcyjną alternatywą zarówno pod względem finansowym, jak i stylu życia. A ten wciąż pozostaje jednym z największych atutów Tajlandii: tropikalny klimat, rozwinięta infrastruktura, doskonała kuchnia i dostępność lokalnych atrakcji sprawiają, że granica między wakacyjnym pobytem a codziennością zaczyna się zacierać.
Jak podkreśla Martin Phillips, Polacy nie mają się czego obawiać, bo rząd Tajlandii zapowiada wprowadzanie zmian stopniowo. Ile z nich zostanie rzeczywiście wdrożonych? Nie wiadomo, nowe przepisy są jeszcze w fazie przygotowań. Nie oznacza to jednak końca Tajlandii, jaką znamy. Raczej jej nowy rozdział. Turystyczny raj na pewno nie zniknie, po prostu przestanie być dostępny dla wszystkich na tych samych zasadach.
Zdjęcia: Materiały prasowe












