Mydło robi się głową

Te z mlekiem to hardkor. Tych z olejkiem cynamonowym Unia zakazała. Wszystkie powstają na kartce papieru, w wyniku żmudnych obliczeń, a dopiero potem zamieniają się w gęsty budyń, by w końcu wyschnąć na kostkę. Ania i Ula ożywiają martwe rzemiosło. Gdy robionym przez siebie mydłem umyły już wszystkich znajomych, otworzyły manufakturę.

Zielone zawdzięczają kolor sproszkowanej natce albo spirulinie, żółte mają w sobie macerat z nagietka. Do barwienia świetnie nadaje się też marchewka. I węgiel. Oglądam mydła, które przyniosła mi Ania, i mam ochotę je wszystkie zjeść. – Większość dostępnych w sklepach mydeł to nie mydła, lecz syndet, substancja myjąca, która z mydłem (powstającym w wyniku połączenia tłuszczu z ługiem, czyli kwasu z zasadą) nie ma nic wspólnego – tłumaczy mi Ania Bieluń, która z siostrą Ulą prowadzi Ministerstwo Dobrego Mydła. – A jeśli nawet w sklepie na mydło-mydło trafimy, to albo będzie zawierało tłuszcz zwierzęcy (kryjący się w składzie pod hasłem „sodium tallowate”), albo będzie bardzo drogie – dodaje Ula. Dziewczynom pomysł nakładania na skórę zwierzęcego łoju niespecjalnie odpowiadał, postanowiły więc wziąć sprawy w swoje ręce. Zaczęły od pytania zadanego Google’owi: „jak zrobić mydło?”. Nie zrozumiał. Spróbowały więc po angielsku: „how to make soap”. – Dotąd myślałam, że mydła nie da się zrobić w warunkach domowych, że można je tylko produkować na makroskalę, w fabrykach. A tu nagle okazuje się, że na świecie, szczególnie w Anglii i Stanach, jest sporo małych rodzinnych manufaktur mydlarskich – opowiada Ania. I się zaczęło: podręczniki ściągane z Amazona, śledzenie forów, odkładanie pieniędzy na wyjazd na warsztaty do Anglii i, przede wszystkim, mnóstwo prób, pełnych małych
sukcesów i wielkich porażek.

Processed with VSCOcam with t1 preset

Kostka idealna
Ula porównuje robienie mydła do rzeźbienia z gliny. – Jeśli chcesz po prostu cokolwiek ulepić, to zawsze coś wyjdzie. Zaczynasz od konia i kończysz ze słoniem, i jeśli ci to nie przeszkadza, to wszystko jest ok. Ale jeśli chcesz panować nad procesem i osiągać dokładnie takie efekty, jakie założyłeś (czy np. mydło ma się bardziej pienić, czy ma być dobre dla skóry delikatnej, czy ma mieć konkretną twardość), potrzebna jest wiedza, której zdobycie zajęło nam lata – opowiada. Każdy olej, którego dziewczyny używają (a używają m.in. palmowego, kokosowego, oliwy z oliwek, masła kakaowego i shea), zachowuje się w procesie zmydlania inaczej. – Mydło robi się z wiedzy. Tego 15%, tego 20%, zaraz, ale będzie za sucho, więc jeszcze tego 5%. Zaczynałyśmy od robienia mydeł w 100% z jednego oleju, żeby je potem przez pół roku-rok obserwować i uczyć się ich właściwości. Dzięki temu wiemy, jak je łączyć, żeby powstała kostka idealna. Przez lata próby odbywały się głównie w malutkim mieszkaniu Ani i Borysa, w którym z czasem pojawił się też ich synek. – Wszystko trzymaliśmy w kuchni, znajomi śmiali się, że u nas siedzi się na puszkach z olejem palmowym, bo na krzesła nie było już miejsca. Zastanawialiśmy się nawet, czy na balkonie zmieściłaby się nam tona oleju. W końcu to jak dziesięciu rosłych chłopa, a bywało, że podczas imprez właśnie tylu naraz wychodziło na papieroska i balkon się nie urwał – kombinowaliśmy. Bywało, że nie mieliśmy miejsca na garnki i naczynia, bo z szafek wysypywała się lawenda i inne suszki. A sąsiedzi patrzyli podejrzliwie na kolejne wnoszone do naszej kawalerki puszki, kartony i wory – opowiadają. Sprawę komplikował jeszcze fakt, że robienie mydła to zabawa dość niebezpieczna. Ług, czyli wodorotlenek sodu, który łączy się z tłuszczem, jest substancją żrącą (ale w finalnym produkcie już go nie ma). – Zawsze używamy odzieży zabezpieczającej, rękawic, butów, okularów. Wyglądamy jak w „Breaking Bad”. A mimo to z ługiem mamy ciągle przygody – mówi Ania. Jej tata np. oparzył się kiedyś klamką, którą ona wcześniej przez przypadek dotknęła ubrudzoną rękawicą. A potem złapał się za ucho i je też oparzył. I zupełnie nie mógł zrozumieć, co się właśnie wydarzyło. Bolesnych wspomnień dostarczyło też mleko, które bardzo szybko ścina się w wysokiej temperaturze. Ula przeczytała kiedyś, że gdy mydlarzowi nie wyjdzie pierwsza partia mydła z mlekiem, musi minąć bardzo dużo czasu, zanim zdecyduje się na drugą próbę. – Teraz już wiem dlaczego. Smród kilku litrów spalonego mleka to coś, czego bardzo długo nie można zapomnieć. Ani wywietrzyć.

Processed with VSCOcam with f2 preset

Mydło w teczce
Mydlarski przełom nastąpił podczas rodzinnej kolacji. Rodzice zaproponowali dziewczynom przeznaczenie swojego starego mieszkania, z którego się właśnie wyprowadzali, na manufakturę. „Wynoście pianino, wprowadzamy się!”, odpowiedziały. Gdyby nie pomoc rodziny, pewnie nigdy nie odważyłyby się wyjść z fazy domowej produkcji i wejść w fazę „biznes”. – Od początku miałyśmy świadomość, że to nie jest kiosk z mydełkami, to nie zabawa, ale regularna produkcja. Gdyby to było proste, mydlarni mielibyśmy w Polsce jak burgerowni – mówi Ania. Proste nie jest, ale Ministerstwo skutecznie oczyszcza przyszłym mydlarzom drogę z przeszkód.

304 komentarze

Dodaj komentarz