Życie po życiu, czyli aplikacja, która za ciebie ogarnia Facebook’a

#Facebook to ciężka praca. Piszesz, udostępniasz, sprawdzasz, co inni piszą i udostępniają, lajkujesz, zastanawiasz się, dlaczego ktoś pisze fajniej i dlaczego ty tego nie napisałeś, lajkujesz coś przez pomyłkę i oblewa cię zimny pot, lajkujesz, bo kogoś lubisz, lajkujesz, bo chciałbyś, żeby ciebie ktoś lubił, nie lajkujesz, bo kogoś nie lubisz, lajkujesz, bo lajkujesz. Lajkujesz wszędzie, zwłaszcza w pracy – chowając przeglądarkę za okienkiem firmowej poczty. Jeśli nie lajkujesz, to udostępniasz – i sprawdzasz, kto zalajkował, i zastanawiasz się, dlaczego tak dużo osób, albo tak mało, i dlaczego wśród nich jest ta niefajna osoba, którą zablokowałeś i która udostępnia same niefajne rzeczy, których nie lajkujesz. Czy to oznacza, że jesteś równie niefajny?

W końcu okazuje się, że ktoś udostępnił to trzy dni temu – ktoś fajny, kto nigdy nie zalajkował tego, co udostępniłeś. Żeby się uspokoić, wchodzisz na #fanpage „Tatuaże kibiców” i przez godzinę oglądasz łydki dresiarzy. Harówka. Jest na to sposób. Wystarczy się uśmiercić, wirtualnie, i ściągnąć jeden program. Programiści zaczęli bowiem rozwijać rynek aplikacji, które potrafią samodzielnie kierować profilami na portalach społecznościowych – kontynuują wirtualne życie użytkowników, rozpoznając ich język, zachowania w sieci i preferencje. Tak działa np. aplikacja #LivesOn, reklamowana wdzięcznym hasłem: „When your heart stops beating, you’ll keep tweeting”. Z kolei #DeadSocial dostosowany jest do Facebooka i – jak sugeruje fanpage twórców – pozwala żyć wiecznie. Może zamiast czekać na fizyczną śmierć i od razu ściągnąć DeadSocial? Póki co zalajkuję go.

Dodaj komentarz

-->