Umieranie uskrzydla

Umarł mi. Notatnik żałoby
#IngaIwasiów
Czarne
A! A! A! A! A!

#Śmierć zawsze przychodzi za wcześnie. Zawsze jest niespodziewana i zawsze zostawia głęboką ranę. Nikt mi nigdy nie umarł. Nie znam uczucia porządkowania rzeczy, przypominania sobie ostatniej rozmowy i informowania bliskich o wydarzeniu. Nigdy nie zastanawiałam się, w co ubiorę rodziców do trumny, gdzie ich pochowam i kto zapłaci za stypę. Nikt pewnie o tym nie myśli, ale niektórzy muszą. Zwykle wtedy, kiedy jest już za późno na rozmowę.

„Umarł mi. Notatnik żałoby” to #lektura bardzo intymna. O śmierci przecież się nie mówi. Udaje, że jej nie ma. Czasem jednak udawanie jest za trudne i wtedy powstają takie książki. #IngaIwasiów o śmierci swojego ojca, o trudnym procesie przeżywania żałoby i próbie zaakceptowania nowej sytuacji pisze w sposób niezwykły. Bez patosu i ckliwej nuty. Pisze tak, jakby każde słowo wychodziło z jej trzewi. Momentami jest więc ciepło, szczególnie wtedy, kiedy wspomina ojca zegarmistrza – pogodnego i wycofanego człowieka pracy; momentami boleśnie, głównie wtedy, gdy trzeba porozmawiać z matką, zdecydować, co zrobić z resztkami zostawionego przez ojca śniadania, komu oddać ubrania, żeby je szanował. Bywa też zabawnie, bo przecież #śmierć jest po prostu jednym z elementów życia i ma też swoje jasne strony.

#UmarłMi nie jest lekturą przyjemną, ale dzięki szczerej i skondensowanej formie czyta się ją zaskakująco dobrze. Oczywiście daleko mi do opinii „nie taka śmierć straszna”, bo straszna, ale też potrzebna. W końcu gdyby nie śmierć ojca #Iwasiów, nigdy nie powstałaby najpiękniejsza, moim zdaniem, książka o umieraniu. Wszyscy umrzemy. Pytanie, czy wszyscy będziemy potrafili śmierć innych przeżyć świadomie. [Olg

Dodaj komentarz

-->