„Tęsknie do tego, żeby ożywiać te piosenki” – wywiad z Kasią Lins

kasia lins wywiad
Fot. Kasia Los

Kasia Lins nie daje się przeciwnościom! Premiera najnowszej płyty artystki zbiegła się w czasie z zamrożeniem rynku koncertowego, więc z upragnionej trasy i spotkań z fanami nic nie wyszło. Ale od czego mamy kreatywność? Kasia wraz z ekipą wpadła na pomysł, który z pewnością jest pierwszym tego typu przedsięwzięciem na polskim rynku muzycznym. To niesamowite połączenie koncertu z przedstawieniem teatralnym. Możecie je oglądać online jeszcze o 27.07

Kasia Lins – wywiad

Spowiedź u Mozila? Czymś takim nie pogardziłaby nawet Matka Joanna od Aniołów.

Czesław tak wszedł w tę rolę, że wypędziłby szatana nawet z dziecka Rosemary. Wysłuchał wszystkich moich grzechów i podobno do dziś ma się dobrze. Jeszcze pokuta do odprawienia i odzyskam dawny spokój. Kolejny krok to angaż u Sorrentino i mogę umierać.

„Czego dusza pragnie” to nie tyle koncert, co raczej mały film lub spektakl. Skąd pomysł na takie rozszerzenie formuły?

Wiedząc, że widz będzie oglądał nasz koncert z poziomu własnego mieszkania, jasne było, że nawet najlepsza jakość dźwięku i obrazu nie odda emocji, jakie wiążą się z odbieraniem koncertu live. Wtedy pomyśleliśmy o zmianie formy, czymś, co nie będzie pełniło funkcji zastępczej, a odwróci sposób, w jakiej podajemy muzykę graną na żywo. Zaczęliśmy więc mieszać inne dziedziny, jak ta, która prowadzi całą narrację, czyli filmowa, fabularna, ale też teatralną, która jest scenicznym punktem wyjścia całego koncertu. Lubię myśleć o tym jako o muzycznym spektaklu, bo to właśnie element sceny teatralnej sprawia, że zdejmujemy skojarzenia estradowe, wrzucamy całą akcję w jakąś niezdefiniowaną przestrzeń.

W koncercie wystąpiła nawet sowa, która towarzyszy Twojej rozmowie z Anną Gacek. Czy jakiś element produkcji był szczególnym wyzwaniem dla Ciebie lub ekipy?

W kontekście tego, jak trudne było zrealizowanie tego przedsięwzięcia od strony technicznej, sceny aktorskie z sową Ryszardą wydają się być najmniej problematyczne. Główną trudnością było połączenie sposobu filmowania fabularnego z założeniami koncertu na żywo. Połączenie choreografii, scen aktorskich czy zmieniającego się światła koncertowego wymagało bardzo precyzyjnego planu pracy kamery. Wszystko musiało się idealnie zgodzić – od technicznego ruchu operatorów, poprzez choreografię do odpowiedniego zagrania utworu przez zespół. Bardzo pomógł nam Andrzej Dziadek, który na planie zajął się realizacją dźwięku, dzięki temu mogliśmy skupić się na tym, żeby po prostu dobrze zagrać. Maciej Bierut, z którym reżyserowaliśmy ten koncert, kontrolował z kolei sytuację obrazkowo-aktorską. Nie mówiąc już o ponad 40 osobowej ekipie, która pomogła nam tę wizję urzeczywistnić. Najbardziej skomplikowane zadanie przypadło Karolowi Łakomcowi, który był autorem zdjęć, jednocześnie grając na gitarze.

Wiadomo, jaka panuje sytuacja na rynku koncertowo-eventowym, ale czy chciałabyś odtworzyć kiedyś to niesamowite widowisko na żywo dla większej publiczności?

Pewnie, że chciałabym. Nie wiem czy byłoby to możliwe z czysto technicznych względów, bo nasz ponad 40-minutowy film to jednak efekt kilku dni na planie zdjęciowym, kilka tygodni pre- i postprodukcji. Takie tematy są też problematyczne do zrealizowania z czysto pragmatycznych, zazwyczaj budżetowych względów. Mimo to, do tej pory dbaliśmy o to, żeby dzięki symbolicznej scenografii, kostiumom czy światłu zaaranżować scenę w taki sposób, żeby stała się miejscem bardziej nastrojowym, intymnym, lepiej oddającym naszą muzykę.

Tęsknisz za prawdziwymi koncertami? Może uda Ci się spotkać z publicznością tego lata, choć w kameralnym gronie?

Tęsknie do tego, żeby ożywiać te piosenki, które jak dotąd lepiej znam z wersji studyjnych. I jasne, jestem ciekawa reakcji ludzi, jestem ciekawa jak te piosenki odnajdą się w sytuacji koncertowej. Niebawem zagramy w Mikołowie i Poznaniu, ale liczę, że tych okazji będzie coraz więcej. Chcę już żyć!

Tu możecie zobaczyć koncert “Czego dusza pragnie”.UWAGA macie czas tylko do 27.07!

-->