Tytuł zapowiada płytę pełną nadziei i euforii…
I rzeczywiście można by tak napisać, jeśli pominiemy zimnofalowy chłód lat 80., który przenika cały materiał. Jednocześnie to album kontrapunktów – bassowe struktury są tutaj równoważone energią i witalnością afrykańskiej rytmiki. Całość zanurzono w morzu syntetycznych brzmień i okraszono rewelacyjnym wokalem 24-letniego Yannicka Ilungi. Chłopak debiutuje z przytupem. Oczywiście mieszanie muzyki Zachodu z brzmieniami Czarnego Kontynentu nie jest niczym nowym (patrz: Vampire Weekend), ale efekt i tak okazuje się wyjątkowy. Po pierwsze, za ten mariaż odpowiada Afrykanin o kongijskich korzeniach, a po drugie, wszystkie multikulturowe wątki łączą się tutaj po prostu brawurowo.
Petite Noir
„La Vie Est Belle / Life Is Beautiful”
Double Six
Zobacz także:
Co nas nie zabije – David Lagercrantz
Jeśli piekło wybrukowane jest dobrymi chęciami, to czyściec bez wątpienia kontynuacjami powieści. „Co nas nie zabije” Davida Lagercrantza jest zapowiadaną szumnie niczym ślub Kim Kardashian kontynuacją trylogii „Millennium”. Czytaj więcej>>
Młodość – reż. Paolo Sorrentino
Sztuka i komercja, metafizyka i proza życia, banał i mądrość – Paolo Sorrentino w swoim nowym filmie ponownie zestawia ze sobą przeciwstawne światy, dowodząc, jak cienka dzieli je granica. Czytaj więcej>>
Nastrojowa sala tortur, w której przy świecach małżeństwo sado-maso zacieśnia więzy i przekracza granice bólu. Prywatne muzeum pamiątek po nazizmie, z obowiązkowym portretem Führera – idealne do spotkań towarzyskich. Czytaj więcej>>

