Miejska przygoda: farba

Zimą zamarza i przypomina sorbet. Jesienią ze ściany może ją zmyć deszcz. – Jest wszędzie: na butach, ubraniach, we włosach – opowiada Masza Laikouskaya, która tworzy murale.

Masza schodzi z rusztowania, które otacza mural Cartoon Network na Brackiej, otrzepuje się z pyłu, zamawia czarną kawę w Między Nami i wzdycha: „Czasem myślę, że to taka męska robota”.

Od czterech lat pracuje dla studia, które tworzy wielkoformatowe, ręcznie malowane murale na zlecenie klientów. Studio wynajmuje kilka ścian w Warszawie, na których Masza tworzy wraz z ekipą gigantyczne obrazy. Biuro załatwia rusztowania i podnośniki, a oni wkraczają, kiedy trzeba przygotować rozrys muralu. Zwykle robią to w nocy – za pomocą rzutnika wyświetlają przesłany przez klienta obraz na ścianie i malują kontury. To takie trochę malowanie na czuja – jak się stoi tak blisko przy ścianie, każdy malutki element wydaje się ogromny. A potem jest już konkretne malowanie, wałkami z góry na dół, noszenie pudeł z farbami. Wiadomo, że czasem chłopcy pomogą, ale dla dziewczyn nie ma taryfy ulgowej. Jest termin, więc jest stres, malowanie od rana do wieczora trwa zazwyczaj pięć-siedem dni.

000010

Malują, kiedy pada śnieg (Masza wciąż nie znalazła rękawiczek, które byłyby równocześnie ciepłe i na tyle elastyczne, żeby można było swobodnie ruszać ręką), malują, kiedy jest mróz (kiedy temperatura spada poniżej zera, farby zamieniają się w sorbet, trzeba je dosłownie wklepywać wałkiem w ścianę), malują podczas upałów (spróbuj postać w upał przy białej ścianie, która odbija światło, na nagrzanym metalowym podnośniku). Nie malują tylko w deszczu, bo deszcz zmywa farby ze ściany. Masza ma specjalne spodnie robocze, które są całe zachlapane farbą, musi nosić kask i odblaskowe kamizelki, a i tak farba we włosach i za paznokciami to dla niej codzienność. – Czasem żartuję, że idę do pracy na budowę – śmieje się. – Kiedy idziemy na obiad, wyglądamy zupełnie jak ekipa remontowa.

Masza z wykształcenia jest malarką. Skończyła warszawską ASP. Przez całe studia malowała realistycznie, ale profesor ją męczył, żeby była bardziej kreatywna – i w końcu jej się udało. Teraz maluje abstrakcyjne obrazy.

Ma mnóstwo znajomych graffciarzy, ale osobiście jej to nie kręci. Trzeba lubić adrenalinę, żeby zaproponować: „Hej, chodźcie pomalujemy pociąg, będziemy się chować przed policją w krzakach!”. Parę razy coś namalowała, ale raczej dla śmiechu. Masza: – Zazwyczaj to chłopcy mają zajawkę na graffiti, znam może dwie dziewczyny, które malują. Moi faceci natomiast zawsze malowali i ja im zostawiałam tę działkę, moje były obrazy i murale.

F1050020

Praca z muralami pojawiła się spontanicznie. Masza znała właścicieli studia od 18. roku życia, działała z nimi od początku. Wtedy w ekipie były dwie osoby, dziś jest ich 40.

Najczęściej tworzą realistyczne obrazy – ich najbardziej kojarzonym muralem jest chyba ogromny portret Lany Del Rey przy Metrze Politechnika.  – Na Lanę mieliśmy cztery dni. Dla mnie ona nie była skończona, można było jeszcze drugie tyle posiedzieć – mówi Masza, ale zaraz dodaje, że jest perfekcjonistką. Często woli sama zrobić najtrudniejsze rzeczy, dopracować elementy muralu. Nie wszyscy w ekipie są po ASP, prostsze rzeczy spokojnie mogą malować osoby bez artystycznego wykształcenia.

Pracy przy muralach jest tyle, że Masza właściwie przestała malować obrazy. Trochę nad tym ubolewa. Cztery lata zajmowania się muralami mnóstwo jej dało – to są w końcu codzienne ćwiczenia, usprawniają rękę. Teraz jednak powoli myśli o tym, żeby wrócić do własnej twórczości. Problem w tym, że malowanie obrazów wiąże się z siedzeniem całymi dniami w pracowni. A ona lubi pracę w przestrzeni miejskiej, z ludźmi, kiedy można rozmawiać, coś się dzieje. Więc może jakoś by połączyła te dwie rzeczy?

F1070033

Masza: – Ludzie dowiadują się przez znajomych, że maluję ściany i wciąż mam jakieś zlecenia. Ostatnio właściciele studia jogi, do którego chodzę, poprosili mnie, żebym namalowała mandalę. Miałam też zlecenie na pomalowanie ściany w studiu u znajomych i w bramie na Brackiej. Ludzie często mają jakieś wyobrażenie o tym, co chcieliby na takiej ścianie zobaczyć, dają mi jakieś wytyczne, ale w przypadku takich zamówień ostateczny projekt jest mój.

Nie zależy jej na dużych projektach, gdzie konieczne są podnośniki, rusztowania, ogromne ilości farby, woli namalować coś niewielkiego w jakimś fajnym wnętrzu. Masza: – Mam wrażenie, że ludziom najbardziej się podobają realistyczne komiksowe murale, taki klasyczny street art, który reprezentuje na przykład Etam Cru z Łodzi. To nie moja stylistyka. Ja idę raczej w stronę plakatu, plam, abstrakcji. Ludzie muszą się jeszcze na taki styl otworzyć.

 

 

Dodaj komentarz

-->