Wydany dwa lata temu „Love Letters” zebrał wysokie oceny od krytyków, ale w ogólnym rozrachunku sprzedał się dużo słabiej od „The English Riviera”, albumu wzorcowego dla stylu Metronomy. Przez fanów został bowiem uznany za przekombinowany i po prostu nużący. Z „Summer 08” ma być inaczej. Już samym tytułem czwartego albumu formacjia nostalgicznie nawiązuje do czasów, gdy Metronomy wypłynęli na szerokie wody za sprawą longplaya „Nights Out”. A w zasadzie nie tyle „formacja”, co sam Joseph Mount. „Summer of 08” został bowiem wzorem debiutu w całości nagrany przez lidera Metronomy.
Czy mamy więc do czynienia z wyrachowanym powrotem do przeszłości, mającym żerować na sentymencie fanów? Na szczęście u Metronomy te numery nie przejdą. Odpalając pierwszy numer, „Back Together”, mamy jeszcze wprawdzie wrażenie przeładowania i bałaganu – ta niezbyt udana kompozycja popełnia wszystkie grzechy główne „Love Letters”. Ale już w „Miami Logic” i „Old School” Metronomy wpadają na właściwe tory i wywołują szeroki uśmiech na twarzy słuchacza. Do tego znów da się tańczyć! A parkiety wypełnią się z pewnością, gdy didżeje wezmą się za remiksowanie kawałka „Night Owl”. Jest to bowiem cieplutko bujająca rzecz z tej samej półki co pamiętny „The Look”. Palce lizać. Po chwilowym potknięciu, Joseph Mount znów ma powody do samozadowolenia.
Metronomy
„Summer 08”
Warner Music Poland

