Jeśli chociaż trochę interesujecie się piłką nożną albo przynajmniej macie znajomych, którzy są fanami mogliście słyszeć o problemach, jakie większość fanów Legii Warszawa ma ze zdobyciem biletów na finał Pucharu Polski. Są one ściśle związane z tym, że to nie warszawski klub, a Polski Związek Piłki Nożnej jest organizatorem tego wydarzenia i sprzedaż jest prowadzona na innych zasadach.
Najpierw szybko wyjaśnijmy sobie jak działa sprzedaż biletów na mecze wyjazdowe.
Powiedzmy, że mecze odbywa się na stadionie Klubu A. Klub A wysyłą określoną pulę biletów do Klubu B, aby ten rozprowadził je wśród swoich kibiców. Klub B może podjąć decyzję o sprzedaży tych biletów samemu (na czym oczywiście nic nie zarabiają bo mecz odbywa się na innym stadionie) tudzież zrzucić tę pracę na innych ludzi, którzy chętnie położą łapy na biletach – w wypadku klubu B tymi ludźmi jest Stowarzyszenie Kibiców B.
SKB więc podaje (albo nie) informację o tym gdzie i kiedy będzie można dokonać zakupu biletów. Wybierają ulubiony pub po czym zapisują, że Antek + 28 osób chce jechać. Antek to znajoma morda, a 28 osób jest zbyt leniwych aby iść się zapisać, ale ponieważ sprzedaż jest prowadzona przez SKB nie ma tutaj ograniczeń, które normalnie narzucają sprzedawcy biletów. Nie ma systemu, który powstrzymałby potencjalnego konika przed kupieniem zbyt dużej ilości wejść i zablokowaniem takiej szansy innym. Tutaj jest wolna amerykanka, a raczej zasady, której pomagają ludziom związanym z SKB.
Teraz zamieńmy nieistniejący SKB na SKLW (Stowarzyszenie Kibiców Legii Warszawa) i porozmawiajmy o nadchodzącym spotkaniu.
Finał Pucharu Polski na Stadionie Narodowym przeciwko Lechowi Poznań to wielka gratka dla każdego kibica. Dlatego gdy okazało się, że SKLW będzie także tutaj zajmować się sprzedażą wiadomo było, że jeśli nie znasz którejś z mordek masz nikłe szanse na trafienie na sektor legijny. Aby dostać bilet od SKLW musiałeś być członkiem jednej z grup związanych z nimi albo znać kogoś takiego. Nie miało w wyborze szcześliwców znaczenia czy chociaż raz byli w tym roku na meczu – liczyło się, to że w ten czy inny sposób znają się z SKLW.
Oczywiście kolesiostwo jest straszne, ale nie pierwszy raz SKLW ma gdzieś kibiców, którzy nie są z nimi związani. Podczas gdy hasłem przewodnim jest “Cała Legia Zawsze Razem” to w świecie Żylety jest też podpunkt mówiący o tym, że w Legii są równi i równiejsi. Jednak SKLW poszło o jeden krok za daleko jeśli chodzi o tegoroczne wybieranie kto trafi na mecz, a kto nie.

SKLW zdecydowało się nie sprzedawać biletów kobietom. Na profilu fb portalu związanego blisko z grupami Legii “Legionisci.com” sprawa wypłynęła natychmiastowo. Informację o takich sytuacjach docierały do mnie już wcześniej od znajomych nawet tych, którzy są związani z SKLW. W wielu wypadkach dziewczyny pisały o tym pod postami na fanpage’u “Legionistów”. Teraz niestety tych komentarzy nie zobaczycie gdyż są one bardzo skrupulatnie kasowane – udało mi się zrobić jednak jednego print screena, zanim wszystko zniknęło. Od piątku staram się otrzymać komentarz przedstawicieli klubu Legii Warszawa, ale telefony niestety non stop są zajęte, a na wielokrotnie maile nikt mi nie odpisał.
Na całym świecie za wyjazdy kibiców odpowiadają kluby piłkarskie. W ten sposób sprzedaż biletów wygląda podobnie jak sprzedaż na mecze u siebie. Nie ma ryzyka kolesiostwa i tego typu wyjazdy zyskują na bezpieczeństwie, gdyż opiekuje się nimi firma – prawdziwa i profesjonalna, która dba o klienta, a nie Staruch i zgraja jego mord. Legia Warszawa dobrowolnie zgodziła się, aby przekazać bilety kibicom i oddać im w ręcę sprzedaż. Ci kibice (a przynajmniej ich część) postanowiła w wielu wypadkach odmówić sprzedaży biletów osobom płci żeńskiej. Być może wina jest tylko pośrednia, ale na Legii ciąży odpowiedzialność za długotrwałą i owocną współpracę z SKLW, które coraz chętniej przekracza granice, które jak wierzyłem nakreślił im klub.
Jeśli Bogusław Leśnodorski i reszta właścicieli nie podejmie w końcu decyzji o kopnięciu w dupę niektórych kibiców na Legii może być tylko gorzej. Oczywiscie możemy przymykać oczy na niektóre rzeczy, oczywiście jest o wiele lepiej jeśli chodzi o okrzyki na meczach i nie ma żadnego ryzyka, aby coś się komukolwiek stało na żylecie, ale pewne zachowania są niewybaczalne. Tak jest w tym wypadku.

