Ocieplanie wizerunku metalowca

metale

Palenie kościołów, uganianie się za czarnym kotem i straszenie babci na świątecznym obiedzie – tak popkultura odbierała fanów i wykonawców muzyki metalowej. Tymczasem lata dziewięćdziesiąte i czasy chodzenia na koncerty z kosą pod kurtką dawno się skończyły. Nawet facebookowi komentatorzy twierdzą, że „to se ne vrati” i dziś prędzej ktoś odkupi ci rozlane w koncertowym szale piwo niż da z łokcia w mordę. Zresztą, wyznawcy czarnej sztuki na każdym kroku udowadniają, że są po prostu bardzo miłymi chłopakami, a długie włosy i dziara na ramieniu to doskonały kamuflaż dla miękkiego serca.

Jakoś pod koniec marca internet obiegły zdjęcia, na których znani muzycy pozują w towarzystwie rozkosznych szczeniaczków. Sieć oszalała, bo tym razem dla odmiany byli to chłopcy z boysbandów dla dorosłych. Schronisko Motley Zoo Animal Rescue odwiedzili członkowie takich zespołów jak Slayer, Testament czy Carcass. Panowie promowali program adopcji bezdomnych zwierzaków i wyszło im chyba całkiem nieźle, bo zdjęcie Toma Arayi (który swoją droga wygląda już jak Święty Mikołaj z piekła rodem) udostępniło chyba pół Facebooka.
Zresztą nie od dziś wiadomo, że metale kochają urocze czworonogi. Już dawno temu Ozzy Osbourne uczynił ze swoich buldogów prawdziwe gwiazdy telewizji, a Rob Zombie hołubił czarnego mopsa „Draculę” sto lat przed pojawieniem się tagu #pugstagram.
Jak pieski to i kotki. Fani metalu o wiele chętniej od odgryzania głów wolą ich tulenie. I nie jest to faza wyłącznie dla metalowych celebrytów. Prawdziwą furorę robi projekt Alexandry Crockett, która na swoim Tumblr zaczęła publikować zdjęcia długowłosych chłopaków wraz z ich równie kudłatymi kociakami. Death, trash, power, a nawet hardcore. Miłość do futerka nie zna podziałów gatunkowych. „Metal Cats” rozwinął się do tego stopnia, że autorka wydała nawet specjalny album zdjęciowy (dostępny również w niektórych polskich księgarniach), a część dochodu z akcji została przeznaczona na cel walki z przemocą wobec zwierząt.

W ogóle milutko i rodzinnie robi się ostatnio nawet w hermetycznym black metalowym światku. Kto dwadzieścia lat temu pomyślałby, że prawdziwy demon, jakim jest Varg Vikernes, będzie fotografować się w towarzystwie rodziny! Jest tak słodziutko, że wszyscy zapomnieli pewnie o tym, jak rodzinny był Varg, kiedy odbywał karę za zabójstwo. W trakcie jego odsiadki norweska policja kilka razy udaremniała ucieczkę z więzienia, którą przygotowywała jego mamusia w towarzystwie znajomych skinheadów.
No, ale mamy rok 2016. Varg nagrywa ambient i tuli pucułowate dziewczynki, a w tym czasie Abbath, wokalista nieodżałowanego Immortal, promuje swój debiutancki solowy album na ulicach Londynu. Olve Eikemo wie, jak się „robi zasięgi”, bo jego zdjęcia obiegają całą sieć. Ciężko w sumie nie uśmiechnąć się, widząc trzech facetów z wymalowanymi gębami, którzy jak gdyby nigdy nic pozują do typowo turystycznych zdjęć, a w przerwach od zwiedzania Tower opychają się ogromnymi hot dogami. Abbath jeszcze je mięso, ale moda na zdrowy styl życia i inne zajawki wyśmiewane przez niektórych polityków dotarła również za ostatni krąg piekielny.
Szczegół, że Nergal otwiera salon fryzjerski specjalizujący się w pielęgnacji brody i wypuszcza na rynek piwo, którego jedna butelka kosztuje tyle, ile wynosi dzienny budżet alkoholowy prawilnego fana gatunku. Co gorsza, metalowcy zaczynają gotować i wydawać książki kucharskie! Vegan Black Metal Chef to szatański odpowiednik Marty Dymek. Jadłonomia w czarnych barwach i otoczce rodem z Biblii La Veya zdobyła taką popularność, że będący weganinem od piętnastu lat autor zdecydował się na wydanie książki. Vegan lasagne, rajma chawal, no i oczywiście obowiązkowy seitan. Brian Manowitz chyba wie, jak smacznie gotować, bo jego projekt na Kickstarter sprzedał się na pniu. A pomyśleć, że jeszcze parę lat temu mój ziomek spóźnił się na koncert Sepultury, bo utkwił w barze z zapiekankami pod katowickim Spodkiem!

 

Dodaj komentarz

-->