Co mi powiesz, jak cię zjem? Przepytujemy wygadane ciasteczka

Karolia Karpińska, właścicielka Kuki

„Wrrr”, „Ja pierniczę” czy „ Dziś nie wstaję z łóżka” to napisy, które można znaleźć na twoich wypiekach. Jak wpadłaś na pomysł, żeby nauczyć ciastka mówić?

Karolina Karpińska: Przez przypadek. Pierwsze ciastka wypiekłam dla chłopaka. Gdy spojrzałam na nie po wyjęciu z piekarnika pomyślałam, że to świetny pomysł na biznes – ciastka z własnymi, osobistymi napisami. Świetnie sprawdzą się jako prezent, ale też przy firmowych eventach. Można je wykorzystać na milion sposobów! Kuki sprowadza wszystkie moje zainteresowania – słodycze, pisanie, rysowanie – do wspólnego mianownika.

I gotowanie, bo w tym temacie masz chyba spore doświadczenie.

KK: Z gastronomią jestem faktycznie związana od zawsze. Byłam baristką w kilku warszawskich kawiarniach i dzięki temu wiem, po co ludzie najczęściej sięgają. Nadal zresztą, kiedy tylko znajdę czas, to staje za barem. Wypiekanie to bardzo samotnicza praca, a ja jestem duszą towarzystwa!

Samotnicza? Wyobrażałam sobie, że robi je armia ludzi. Wszędzie was pełno.

KK: Serio? To zabawne, bo przez dłuższy czas działałam zupełnie sama. Wszystkie wzory i pomysły są moje. Niedawno dołączył do mnie mój chłopak Piotrek- teraz działamy razem. On zajmuje się głównie kwestiami biznesowo-organizacyjnymi, a ja dalej pozostaję na stanowisku „dyrektora kreatywnego”.

Jesteś więc nie tylko kucharką, ale też copywriterem.

KK: Zdecydowanie. Często pomagamy naszym klientom w wyrażeniu tego, co chcą przekazać. Pomysłów na napisy zawsze szukamy poza branżą, szczerze mówiąc staramy się w ogóle nie śledzić konkurencji, nie ścigać się z nikim. Inspirują nas komiksy, ludzie, gry słów, ale też ścieranie się męskiego i żeńskiego punktu widzenia – nasze miłosne spory są są bardzo kreatywne!

na stroneIMG_20151116_102940

Jakieś ciastka szczególnie zapadły ci w pamięć?

KK: Najdziwniejsze, najśmieszniejsze i zarazem najtrudniejsze zlecenie dostaliśmy niedawno – były to między innymi ciastka w kształcie kotów, ale w pasach BDSM i nie, nie było to zlecenie na wieczór panieński, a dla dużej firmy…

Skoro ciastka robisz sama, to zakładam, że to wypiek domowy?

KK: Efekty jakie uzyskujemy można spokojnie osiągnąć w domu – czasem, żeby osiągnąć zamierzony rezultat sięgamy bo bardzo proste narzędzia, niekoniecznie związane z wypiekami. Natomiast sama produkcja nie byłaby możliwa w domu, bo teraz wypiekamy dosłownie tysiące ciastek tygodniowo, a tego już domowy piekarnik by nie przeżył.

Pewnie nie zdradzisz przepisu, ale może powiesz przynajmniej choć odrobinę w czym tkwi sekret Kuki?

KK: Kuki to ciastka maślane. Powstają na bazie starego rodzinnego przepisu, do którego wprowadziłam kilka modyfikacji. Wypiekamy je z samych naturalnych składników (masła, jajka itp – nie używamy żadnych aromatów, ulepszaczy). Ciastka zdobimy lukrem plastycznym, który również robimy sami. Ta praca daje olbrzymią satysfakcję, bo ciastka po prostu ludziom smakują. Nie robimy masówki, praktycznie każdy wzór jest wymyślany dla konkretnej osoby.

Jest coś, czego twoje ciastka nie chciałyby powiedzieć?

KK: Kuki są wygadane – trochę dlatego, że uważam, że słowa są najładniejszą ozdobą, a trochę dlatego, że kocham pisać. Czy jest coś czego nie powiedzą? Staramy się, by napisy były zabawne, czasem trochę cięte, ale na pewno na ciastkach nie pojawi się nigdy coś co mogłoby kogoś skrzywdzić. W końcu to dobre ciasteczka.

Dodaj komentarz

-->