Jedzenie jest nowym seksem. Od kilku lat obserwujemy wzrost zainteresowania gotowaniem, zdrowym odżywianiem i całą zabawą wokół stołu. Foodporn to chyba najczęściej używany hasztag na instagramie, a imprezy polegające na wspólnym pichceniu nikogo specjalnie już nie dziwią. Skoro jednak mowa o seksie, to – jak wiadomo – najchętniej uprawiamy go w domu. Po knajpianym boomie przyszła więc moda na gotowanie u siebie. Problem tylko w tym, że choć o jedzeniu gadają wszyscy, to dobrze gotować potrafi niewielu. Trzy polskie start-upy postanowiły ten problem rozwiązać. Każdy na swój sposób.
UlalaChef
„Chciałabym, żeby ktoś zrobił za mnie zakupy, ugotował obiad i na koniec jeszcze posprzątał”. Tak w skrócie brzmiało marzenie Agnieszki Górskiej, prawie 40-letniej pracownicy korporacji. Dodajmy, że wyczerpanej pracą pracownicy. Tym bardziej więc pragnącej, żeby w końcu ktoś zrobił coś za nią. Zanim jednak to się stało, sama musiała się wziąć do roboty i spełnić swoje marzenie. Założyła platformę „Ulala Chef”, przez którą możemy zamówić sobie prywatnego szefa kuchni na kolację u siebie w domu. W ofercie jest 40 kucharzy, a firma działa w Warszawie i Trójmieście. Na stronie podane są menu i ceny, średnio ok. 180 zł od osoby, choć kwota jest uzależniona od liczby gości. W cenie zakupy gotowanie (w zależności od życzenia może ono przyjąć charakter albo pokazu, do którego można się włączyć, albo cichej produkcji) i sprzątanie. Gospodarz nie musi nawet martwić się garnkami, bo kucharze zwykle przywożą własny sprzęt. Wystarczy piekarnik i kilka palników, choć i te nie są wymagane. Zastawa również może przyjechać z kucharzem. W sumie wystarczy odkurzyć i zapłacić. Prawdziwe stoliczku nakryj się!
Eataway
Najlepsze pomysły rodzą się z głodu. W końcu wygłodniały organizm to organizm gotowy do ataku. Martę Bradshaw dziki głód dopadł w Kazimierzu nad Wisłą, gdzie spędzała weekend z córką i mężem. To właśnie wtedy, po zaliczeniu „typowej turystycznej pułapki” w postaci przepłaconego i niedobrego posiłku, wymarzyła sobie Eataway. Miejsce w internecie, które pozwala „domowym kucharzom” spotkać się z łasuchami. U kucharzy w domu. Eataway działa w myśl modnej ostatnio „sharing economy”, która zakłada zarabianie przez dzielenie się. I nie chodzi tu tylko o dzielenie się jedzeniem, ale też rozmową i czasem. Na stronie znajdziemy zaproszenia od kucharzy i opisy menu. Cena czterodaniowej kolacji to około 80 złotych. Alkohol i dobre towarzystwo we własnym zakresie. Platforma wystartowała wiosną w Krakowie, a od dwóch miesięcy działa również w Warszawie. W roli kucharza może wystąpić tam każdy, kto ma smykałkę i przejdzie test smaku Marty. Eataway to świetny pomysł dla tych, którzy kochają gotować, a nie mają kogo jedzeniem karmić. To też fajna okazja do odwiedzenia cudzego domu, przyjrzenia się cudzym zwyczajom i poznania obcych, którzy jedzenie kochają jak seks. Bez powikłań i przypadkowości.
QKwithme
To zdecydowanie najtańszy ze wszystkich pomysłów. Może dlatego, że stoi za nim para studentów. Renata Marcinkowska i Mateusz Bilski, tworząc QKwithme, chcieli odpowiedzieć na potrzeby swoich rówieśników. Impulsem do działania była wizyta w supermarkecie. Renata była głodna, a na koncie miała 10 złotych. Ugotowanie dla jednej osoby obiadu w tej cenie okazało się prawie niemożliwe. Single nie mają łatwo, bo zawsze coś zostanie, coś się zepsuje albo w najlepszym wypadku trzeba będzie jedno danie jeść przez tydzień. QKwith me to paczki zawierające produkty niezbędne do ugotowania jednego posiłku. Cena zestawu waha się od 10 do 15 złotych. Danie zawiera odmierzone i pokrojone produkty zapakowane próżniowo. W środku jest też przepis tłumaczący krok po kroku, jak ugotować potrawę. Paczki dostarczane są od poniedziałku do piątku do biur i prywatnych mieszkań w Poznaniu. Danie wybiera się ze strony, wybór jest urozmaicony i szeroki, jest dyniowe spaghetti, pizza – z zagniecionym już ciastem – i potrawka z kurczaka. Za pomocą ikonek łatwo można dostosować posiłek do swoich potrzeb. Ugotować trzeba już sobie samemu, ale można potraktować to jako grę wstępną.




