Śmiejemy się tylko trochę i raczej po cichu. W końcu veganuary to zabawna językowa hybryda. Po movemberze (od połączenia słów moustache i november), który był miesiącem zapuszczania wąsów i w ten sposób zwracania uwagi na męskie problemy zdrowotne, i stoptobrze (od stop i october), który został okrzyknięty miesiącem rzucania palenia, przyszła kolej na wegański styczeń.
Akcja jest masowa, międzynarodowa i zakrojona na wielką skalę. Jej pomysłodawcami jest wegańska para, Jane i Matthew, którzy w ten sposób chcą zwrócić uwagę na trudny los zwierząt na naszej planecie. W tym celu założyli organizacją non profit Veganuary, która od trzech lat walczy o to, żeby każdego stycznia przynajmniej kilka osób spróbowało wegańskiej diety. Założenie jest takie, że wegańsko odżywiamy się tylko przez miesiąc, ale wiadomo, że organizatorzy liczą na to, że przynajmniej część zaangażowanych tak rozkocha się w diecie bezmlecznej, bezmięsnej i bezjajecznej, że zostanie z nimi na dłużej. Z pomocą ma im przyjść strona veganuary, na której znajdziemy m.in zakładkę “obalanie mitów”, gdzie przeczytamy dlaczego miód jest zły i czy od tofu rosną wąsy, kilkaset wegańskich przepisów i przewodnik po tym, jak weganin ma się poruszać w restauracji.
Oprócz tego każda osoba, która dołączył do grona veganuarów może utworzyć sobie na stronie profil i opisać swoją historię. Niektóre brzmią, jak co najmniej świadectwa wiary. Cóż. Miesiąc wstrzemięźliwości jeszcze nikomu nie zaszkodził. Podobno Michelle Obama jeszcze się waha . Wahajcie się i wy..

