Outcast: Opętanie. Otacza go ciemność

Outcast: Opętanie. Otacza go ciemność sc. Robert Kirkman, rys. Paul Azaceta, kol. Elizabeth Breitweiser Hrabstwo Harrow. Niezliczone duchy sc. Cullen Bunn, rys. Tyler Crook Mucha Comics 2016

Emma mieszka z ojcem w domu pod lasem. Pomaga w obrządku, stara się być dobrą córką. Im bliżej jej osiemnastki, tym więcej dziwnych rzeczy dzieje się. W końcu ciekawska dziewczyna odkrywa, że lokalna społeczność ma na sumieniu skrywane przez lata zabójstwo czarownicy, a ona jest kluczem do zrozumienia dramatycznej przeszłości, która teraz powraca. Kyle jest odludkiem. Ciągle wini się, że to przez niego jego matka leży od lat w śpiączce. Spotkany przypadkowo pastor egzorcysta sprawia, że demony przeszłości (dosłownie) powracają. Tym razem jednak Kyle chce zrozumieć, co stało się przed laty…

Pierwszy tom horroru „Outcast: Opętanie” o tytule „Otacza go ciemność” zapowiada bardzo ciekawą serię. Robert Kirkman napisał scenariusz oparty na gatunkowych kalkach, ale zrobił to bardzo umiejętnie. Fabuła i koncepty postaci, choć mocno osadzone w historii gatunku, są oryginalne i świeże. Na razie jest więcej znaków zapytania, bo Kirkman wie, jak dawkować fakty i jak budować napięcie. Główny bohater jest niewierzącym pogromcą diabłów. Dar, który pozwala mu pokonywać demony, może okazać się jego słabą stroną. Kyle dopiero uczy się fachu i odkrywa swoje moce. Pomaga mu w tym pastor, który kiedy krzyżem i modlitwą nie wypędza demonów, to wygrywa w pokera pieniądze na utrzymanie kościoła. Kirkman bardzo sprawnie poszatkował fabułę, a jej nielinearność, która jest pełna retrospekcji, sprawia, że opowieść naprawdę wciąga i trzyma w napięciu. Bardzo dobrze wypadają też realistyczne rysunki Paula Azacety, którego umiejętnie wspiera mrocznymi kolorami Elizabeth Breitweiser.

Słabiej wypada początek serii „Hrabstwo Harrow” o tytule „Niezliczone duchy”. Scenarzysta posłużył się motywem zmowy milczenia (i pewnego rodzaju lokalnej amnezji), a główna bohaterka powoli odkrywa prawdę, której częściowo sama nie chciałaby poznać. Cullen Bunn niestety na pierwszych kilku stronach odkrywa większość kart, które są kluczowe dla rozegrania fabuły. Sama narracja jest dość beznamiętna i przywodzi na myśl bajki, których grozę mają zbudować jedynie epitety typu „straszny”. Im bliżej końca albumu, tym akcja nabiera rumieńców, kilka motywów jest naprawdę mocnych, ale sposób poprowadzenia historii nastraja jednak sceptycznie do tego cyklu. Samo zakończenie wydaje się domykać fabułę. Dlatego też pierwszą część można potraktować jako przydługie wprowadzenie do czegoś, co może ciekawie strawestować motyw czarownictwa. Tyler Crook operuje dość uproszczoną, realistyczną kreską, która nie porywa, ale komiks jest na tyle sprawnie narysowany, że nic więcej nie można zarzucić warstwie graficznej.