Za progiem nowego millenium, w 2015 roku, muzykę drone’ową kojarzy się zazwyczaj z elektrycznymi gitarami, postrockowymi eksperymentatorami i obszarami wspólnymi dla noise’u i ambientu.
W nieskończoność podtrzymywane tony wydają się wprost stworzone dla świata, w którym cisza nie istnieje. Większości ich twórców jednak te harmonie i barwy wykorzystuje, by z tego świata się wyrwać – wejść głębiej w materię, zbliżyć się do natury, zmierzać do sedna. Bo przecież burdonowe, długie, stałe dźwięki ludzkość znała od wieków – wydawały je z siebie szkockie dudy i australijskie didgeridoo, znaleźć je można w hinduskiej muzyce karnatackiej i japońskim gagaku. I choć dziś częściej objawiają się słuchaczom za pośrednictwem prądu elektrycznego, to jak mało którym bękartom Tesli blisko im do Matki Ziemi, planety, na której nic nie pozostaje w bezruchu i zawsze coś słychać.
Mimo że Stephen O’Malley związki powtarzalnych, przeciągłych dźwięków z arché bada już od ponad 20 lat, długo się wahał, zanim podjął się pracy nad „Gruidés”. Co prawda jego ostatnie albumy wydane z Sunn O))) – zarówno pochodzące z 2009 roku „Monoliths & Dimensions”, jak i zeszłoroczna kolaboracja ze Scottem Walkerem – dalekie są od drone’owej ortodoksji i bliższe maksymalizmu niż minimalizmu, to praca z 35 instrumentalistami zdawała się go przerastać. Kiedy jednak usłyszał od kuratora projektu: „Just be punk rock about it”, usiadł do spisywania swojej pierwszej kompozycji na orkiestrę. Kompozycji, która zaczęła być wówczas wyzwaniem dla składającej się z jazzmanów, klasyków i eksperymentalistów francuskiej orkiestry improwizowanej ONCEIM – l’Orchestre de Nouvelles Créations, Expérimentations et Improvisation Musicales. Dla O’Malleya bowiem punk rock to drone, a dla muzyków grających na instrumentach akustycznych, skrzypcach czy dęciakach, utrzymywanie jednego tonu przez długi czas stanowi nie lada wyzwanie.
Zarejestrowany w paryskim kościele Świętej Marii i wydany przez należącą do duetu Demdike Stare oficynę DDS, 35-minutowy utwór nosi tytuł „Żurawie”, a jego okładkę zdobi grafika przedstawiająca klucz ptaków przecinających pastelowe, ciemne niebo. Akustyczna kompozycja, zbudowana na bazie eksperymentów z harmonią i interakcji pomiędzy tonami, przypomina stopklatkę, w której dopiero po bliższym przyjrzeniu się zauważamy ruch. Podobnie jak zrealizowane w maksymalnie zwolnionym tempie wideoinstalacje wymaga od odbiorcy wytężonej uwagi i pełnego zaangażowania. Odzywające się z rzadka, przywodzące na myśl album Scott O))) „Soused”, perkusyjne wybuchy pogłębiają jeszcze wrażenie brnięcia przez czas w zwolnionym tempie. Efekt, do którego wywoływania drone’y zdaja się stworzone, a który w naturze występuje niezwykle rzadko. Jego niemymi podwładnymi są jedynie masywy górskie – szczyty, kaniony i rozpadliny – dzieci Matki Ziemi, które z burdonowym dźwiękiem łączy ich majestat i potęga. Dzieci, które – jak Steve O’Malley – z rozmarzeniem wpatrują się w przelatujące nad nimi klucze żurawi.
Zobacz także:
Reality – reż. Quentin Dupieux
Francuski reżyser lubi obdarzać przedmioty codziennego użytku morderczymi instynktami. Po psychopatycznej oponie w jego nowym filmie „Reality” przyszła pora na niosące śmierć telewizory. Czytaj więcej>>
Batman. Mroczne odbicie – Scott Snyder
„Mroczne odbicie” to kapitalny kryminalny dreszczowiec z elementami fantastyki. Scott Snyder napisał z epickim rozmachem historię opartą na dwóch głównych, splatających się wątkach. Czytaj więcej>>
Nieracjonalny mężczyzna – reż. Woody Allen
Rok bez nowego filmu byłby dla Woody Allena i jego fanów rokiem straconym. Amerykański reżyser serwuje nam kolejną słodko-gorzką historię zanurzoną w świecie literatury i filozofii, jak zwykle przepełnioną melancholią i humorem. Czytaj więcej>>

